Chrześcijaństwo w Japonii

Photo of author

Autor: Redakcja

W naszej pracy często spotykamy się ze zdziwieniem, gdy wspominamy o organizowaniu pielgrzymek do Japonii. Pielgrzymki do Ziemi Świętej, do Włoch czy Fatimy są jak najbardziej zrozumiałe. Jednak Japonia to kraj kojarzony z nowoczesnością i słynący raczej ze świątyń buddyjskich i shintoistycznych, gdzie chrześcijanie stanowią jedynie około 1% populacji. Czy katolicki pielgrzym ma tam czego szukać i czy znajdzie w tym jednym procencie jakiekolwiek duchowe przeżycie?

Chrześcijaństwo w Japonii

Chrześcijaństwo w Japonii © Fot. Pexels

Kochani Czytelnicy!
91% artykułów na naszej stronie jest dostępnych bez ograniczeń. Nie znaczy to, że nie istnieją koszty ich przygotowania i publikacji. Będziemy wdzięczni za zaprenumerowanie naszego czasopisma albo wsparcie naszej Fundacji. Dziękujemy za zrozumienie.
Redakcja

W naszej pracy często spotykamy się ze zdziwieniem, gdy wspominamy o organizowaniu pielgrzymek do Japonii. Pielgrzymki do Ziemi Świętej, do Włoch czy Fatimy są jak najbardziej zrozumiałe. Jednak Japonia to kraj kojarzony z nowoczesnością i słynący raczej ze świątyń buddyjskich i shintoistycznych, gdzie chrześcijanie stanowią jedynie około 1% populacji. Czy katolicki pielgrzym ma tam czego szukać i czy znajdzie w tym jednym procencie jakiekolwiek duchowe przeżycie?

Odkryjemy przed Państwem to, co Japonia ma do zaoferowania. Chrześcijaństwo ma bowiem w Japonii interesującą, choć nie zawsze szczęśliwą historię i miało spory wpływ na rozwój tego kraju.

Pierwszy kontakt mieszkańców Japonii z chrześcijaństwem miał miejsce w 1549 roku, kiedy do wybrzeży archipelagu dotarł Franciszek Ksawery wraz z dwoma towarzyszącymi mu misjonarzami oraz grupą wcześniej nawróconych Japończyków. Choć początkowo spotkali się oni z rezerwą i trudnościami w porozumiewaniu się, ich obecność stopniowo zaczęła owocować. W kolejnych dekadach chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się z zaskakującą dynamiką. W ciągu około trzydziestu lat wspólnota wiernych liczyła już ponad sto tysięcy osób, wznoszono świątynie, a wśród duchownych pojawili się również rodowici Japończycy.

Intensywne kontakty z misjonarzami otworzyły Japonii zupełnie nowe okno na świat Zachodu, inicjując wymianę kulturową i handlową, która wcześniej była niemożliwa. Dzięki Europejczykom na japońskie stoły trafił m.in. chleb, a także technika smażenia, którą dziś znamy jako tempurę. Za pośrednictwem przybyszów pojawiła się również broń palna, co odegrało znaczącą rolę w późniejszej historii kraju. Działalność misjonarzy miała ponadto wymiar społeczny: zakładali oni sierocińce, schroniska oraz placówki medyczne, przyczyniając się do rozwoju opieki zdrowotnej. Nawet język japoński wzbogacił się wówczas o liczne zapożyczenia z portugalskiego, hiszpańskiego i holenderskiego, pozostawiając ślad tej epoki w codziennej mowie.

Zdecydowaną większość wiernych stanowił prosty lud, dla którego nauki Jezusa były znacznie bardziej zrozumiałe niż abstrakcyjne idee stojące za dominującym w kraju buddyzmem. Jednak wśród ochrzczonych znaleźli się również przedstawiciele szlachty, czyli samurajowie i niektórzy z władających poszczególnymi prowincjami lordowie feudalni zwani daimyo. Należał do nich m.in. beatyfikowany w 2017 r. Ukon Takayama, zwany Samurajem Chrystusa. Innym wysoko postawionym japońskim chrześcijaninem był Oda Nobunaga, wódz wojskowy i jeden z wielkich zjednoczycieli Japonii, który aktywnie wspierał misjonarzy.

Początek prześladowań

Do tego momentu mogło się wydawać, że Japonia staje się dla chrześcijan miejscem wyjątkowo sprzyjającym. Co więc doprowadziło do zmiany tego obrazu? Sytuacja zaczęła się odwracać wraz z objęciem władzy przez następcę Nobunagi, Toyotomi Hideyoshiego. Nowy przywódca patrzył na chrześcijaństwo z rosnącą nieufnością, traktując je jako zagrożenie dla stabilności społecznej. Zaniepokoił go również coraz większy wpływ jezuitów. Dodatkowo klimat podejrzeń podsyciła rywalizacja europejskich potęg: Portugalczyków, Holendrów i Hiszpanów. Jezuici przekonali panującego wówczas shoguna (wojskowy dyktator pełniący faktyczną władzę w kraju) Tokugawę Ieyasu, że ewangelizacja ma tak naprawdę za zadanie przygotować grunt pod kolonizację Japonii. Efektem tego był absolutny zakaz wyznawania wiary chrześcijańskiej pod groźbą tortur i śmierci.

Męczennicy japońscy

Misjonarze zostali wypędzeni z kraju, a ci, którzy odmówili wyjazdu i zostali odnalezieni, byli siłą zmuszani do wyrzeczenia się wiary lub zabijani. Pierwszym i najważniejszym tego typu wydarzeniem było ukrzyżowanie Pawła Miki i 25 chrześcijan różnej narodowości, z których najstarszy miał 64, a najmłodszy 11 lat. Miało to miejsce 5 lutego 1579 roku. Japoński Kościół był zmuszony zejść do podziemia.

Warto zauważyć, jakimi środkami posługiwano się wówczas w celu zwalczania wyznawców obcej religii. Najpierw wprowadzono system nagród: płacono znaczne sumy za wskazanie osób podejrzewanych o praktykowanie chrześcijaństwa, a jeszcze większe za ujawnienie ukrywającego się kapłana. Dość szybko zrozumiano jednak, że egzekucje schwytanych nie przynoszą oczekiwanego efektu. Śmierć poniesiona za Chrystusa była uznawana za zaszczytną i tylko wzmacniała determinację prześladowanych. W związku z tym władze zmieniły taktykę: celem przestało być fizyczne zgładzenie chrześcijan, a stało się ich duchowe złamanie i wymuszenie apostazji.

Podejrzanym przedstawiano tzw. fumi-e („obraz do podeptania”), czyli niewielką tabliczkę z wizerunkiem Chrystusa lub świętych. Aby dowieść swojego „lojalnego” stosunku wobec władzy, należało po niej przejść, symbolicznie wypierając się wiary. Każdy, kto odmawiał, poddawany był długotrwałym torturom, które trwały aż do momentu, gdy złamał się i sprofanował święty obraz, lub aż do jego śmierci. Stosowane metody były wyjątkowo brutalne: od wymuszania połknięcia ogromnych ilości wody i deptania ofiary po rozdętym brzuchu, przez wieszanie jej głową w dół, aż po gotowanie żywcem w gorących źródłach wulkanicznych. Jeżeli któryś z misjonarzy ugiął się pod presją i wyrzekł się swojej wiary, umieszczano go w areszcie domowym, nadawano mu nowe, japońskie imię, przydzielano żonę i zmuszano do pełnej adaptacji do japońskich zwyczajów. Wszystko po to, by dodatkowo go upokorzyć. Wielu z takich „zasymilowanych” duchownych wykorzystywano później jako tłumaczy w handlu z Holendrami, których również poddawano próbom z użyciem fumi-e.

Ograniczony dostęp

Całość przeczytasz w "Królowej Różańca Świętego". To wydanie jest wciąż dostępne w sprzedaży, dlatego ma ograniczony dostęp. Nasze czasopisma możesz nabyć w cenie już od 2 zł. Zamów i wspieraj różańcowe inicjatywy!

Filip Łuczak – pilot pielgrzymek, marketingowiec, a przede wszystkim kościelny dzielący się wiarą i Kościołem „od Zakrystii”


Mogą zainteresować Cię też:

0 0 głosów
Oceń ten tekst
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany