W modlitwie „Ojcze nasz” prośba o chleb powszedni brzmi bardzo zwyczajnie. Tak zwyczajnie, że łatwo przejść obok niej bez większego namysłu. Prosimy Boga o jedzenie, o codzienne utrzymanie, o to, żeby wystarczyło na życie. A jednak św. Tomasz z Akwinu, komentując te słowa, pokazuje, że kryje się w nich znacznie więcej.
To nie jest tylko zwykła prośba o pokarm. To jest modlitwa o właściwe serce, o wolność od lęku, o porządek w pragnieniach, o uczciwość, wdzięczność i zaufanie. Innymi słowy: w kilku prostych słowach zawiera się głęboka lekcja życia duchowego.Tomasz zaczyna bardzo celnie, od obserwacji człowieka. Mówi, że bywa tak, iż ktoś mądry, rozumny, nawet bardzo dobrze rozeznający rzeczywistość staje się wewnętrznie chwiejny, bojaźliwy i słaby. To zaskakujące, ale bardzo prawdziwe. Im człowiek więcej widzi, tym więcej dostrzega trudności, zagrożeń i własnych ograniczeń. Ktoś nierozważny często działa z rozmachem właśnie dlatego, że nie rozumie, jak skomplikowane i zniuansowane bywa życie. Mądry widzi więcej, a przez to czasem także bardziej się lęka. I właśnie dlatego sama wiedza nie wystarcza. Nie tylko warto wiedzieć, co jest dobre. Trzeba jeszcze mieć siłę, żeby za tym dobrem pójść i przy nim wytrwać.
I tu pojawia się bardzo ważna myśl: człowiek potrzebuje „mocy serca”. Nie tej rozumianej jako twardość, agresja czy udawanie, że nic nas nie rusza. Chodzi o wewnętrzną siłę, dzięki której człowiek nie załamuje się pod ciężarem trudności. Można wiedzieć, co należy zrobić, a jednocześnie nie mieć odwagi, żeby to zrobić. Można rozumieć, jak powinno wyglądać dobre życie, a jednak słabnąć pod naporem codziennych trosk. Dlatego człowiek potrzebuje nie tylko światła dla rozumu, lecz także umocnienia dla woli.
Tę moc daje oczywiście Bóg, a szczególnie Duch Święty. To On podnosi człowieka, gdy ten wewnętrznie opada z sił. To On daje siłę tam, gdzie zwykła ludzka energia już nie wystarcza. Nie trzeba tutaj wielkich rzeczy. Bardzo często chodzi o zwyczajne części codzienności: o zmaganie z lękiem o przyszłość, o strach przed brakiem pieniędzy, o niepokój związany z pracą, zdrowiem, utrzymaniem rodziny, codziennym bezpieczeństwem. Serce człowieka bardzo łatwo słabnie właśnie tutaj. Nie tylko w cierpieniu czy prześladowaniu, ale również w codziennym życiu.
Właśnie w tym miejscu Tomasz łączy działanie Ducha Świętego z prośbą: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Ta modlitwa nie jest banalna. To nie jest tylko pobożna formuła o jedzeniu. To wyznanie, że człowiek nie jest samowystarczalny, że potrzebuje Boga także w tym, co najbardziej podstawowe, i że nawet codzienne utrzymanie nie jest czymś całkowicie oczywistym i niezależnym od Bożej opatrzności. Mówiąc te słowa, człowiek przyznaje: nie wszystko mam pod kontrolą, nie wszystko zależy ode mnie, moje życie jest podtrzymywane przez dar.
W Modlitwie Pańskiej rysuje nam się pewien określony porządek. Najpierw prosimy o rzeczy duchowe: o uświęcenie Bożego imienia, o przyjście Jego królestwa, o wypełnienie Jego woli. Dopiero potem pojawia się prośba o chleb. To nie jest przypadek. To jest nauka właściwej hierarchii wartości. Najpierw Bóg, potem wszystko inne. Najpierw to, co wieczne, potem to, co doczesne. Nie oznacza to bynajmniej, że sprawy materialne są nieważne. Przeciwnie, są ważne, bo człowiek składa się z duszy i ciała. Żyje w świecie, potrzebuje jedzenia, pracy, ubrania, mieszkania. Te rzeczy jednak nie mogą być na pierwszym miejscu, ponieważ ich rolą jest bycie środkami do celu, a nie samym celem życia.
Właśnie dlatego prośba o chleb powszedni ma także wielką wartość wychowawczą. Tomasz mówi, że uczy nas ona unikać kilku poważnych błędów związanych z dobrami materialnymi. Pierwszy z nich to pragnienie rzeczy ponad swoją miarę. Człowiek nie potrafi cieszyć się tym, co ma, bo ciągle patrzy na innych i chciałby żyć jak oni. Chce więcej, lepiej, wyżej, bardziej efektownie. Nie dlatego, że naprawdę tego potrzebuje, ale dlatego, że nie umie przyjąć własnego życia takim, jakie ono jest. Prośba o chleb uczy prostoty. Nie prosimy o luksus, przepych czy rzeczy wyszukane. Prosimy o chleb, czyli o to, co najbardziej konieczne. Drugi błąd to zdobywanie dóbr w sposób nieuczciwy. Tomasz przypomina, że nie można szczerze modlić się o „nasz chleb”, jeśli człowiek żyje kosztem innych. To jedno słowo – „nasz” – jest bardzo wymagające. Zakłada pewną sprawiedliwość. Chodzi o taki chleb, który jest naprawdę nasz, a nie cudzy, przywłaszczony oszustwem, wyzyskiem czy krzywdą wyrządzoną innym. Modlitwa nie może być odklejona od życia. Nie da się prosić Boga o błogosławieństwo dla tego, co zostało zbudowane na niesprawiedliwości. Trzeci problem to nadmierna troska o rzeczy materialne. Człowiek może mieć wiele, a i tak żyć w ciągłym napięciu. Może wciąż coś planować, zabezpieczać, odkładać, liczyć, martwić się, a mimo to nigdy nie dojść do pokoju. Prośba o chleb „powszedni” i „dzisiaj” uczy innej postawy. Uczy życia dzień po dniu. Uczy zaufania, że nie wszystko trzeba unieść samemu na własnych barkach. To nie jest zachęta do lenistwa czy nieodpowiedzialności. Tomasz nie mówi tutaj, że nie trzeba pracować ani myśleć rozsądnie o przyszłości. Mówi raczej, że człowiek nie powinien oddawać serca lękowi o przyszłość, bo inaczej nigdy nie zacznie żyć tu i teraz.
Czwarty błąd dotyczy używania dóbr, szczególnie jedzenia i picia. Pokarm jest dobry, potrzebny i dany przez Boga, ale można korzystać z niego bez miary. Wtedy to, co miało służyć życiu, zaczyna nim rządzić. Prośba o chleb powszedni przypomina, że rzeczy stworzone mają nam służyć, a nie nami kierować. Chleb jest tutaj pięknym symbolem tego, co wystarcza. Nie nadmiaru, rozrzutności ani życia nastawionego wyłącznie na przyjemność.
Piąty błąd jest chyba najgłębszy: niewdzięczność. Człowiek łatwo zaczyna myśleć, że wszystko jest jego zasługą: jego pracy, jego sprytu, jego zaradności. Tomasz stanowczo przypomina, że wszystko ostatecznie pochodzi od Boga. Nawet jeśli człowiek pracuje i uczciwie zdobywa środki do życia, to przecież samą zdolność do pracy, zdrowie, rozum, nadarzające się okazje, świat, w którym żyje, także otrzymał. Słowo „daj” w modlitwie leczy pychę oraz uczy pokory i wdzięczności. Przypomina, że życie nie jest wyłącznie projektem samowystarczalnego człowieka, lecz jest bezcennym darem Boga.