W ostatnich latach bardzo często w różnych środowiskach mówi się o dobrostanie człowieka. Psychologowie, coachowie, mentorzy, duchowni i osoby konsekrowane odmieniają to słowo przez różne przypadki. Czasem, a może częściej niż czasem, w środowisku katolickim zauważamy w stosunku do niego pewien dystans i ostrożność. Istnieje w obiegowej opinii przekonanie, że chrześcijanin to ktoś, kto powinien cierpieć, a na pewno od cierpienia nie uciekać, a dobrostan jakoś nie pasuje do tego modelu.
Takie przekonanie spotykamy w naszych społecznościach: w rodzinie, grupach duszpasterskich, czasem u duchownych. Osoby niewierzące natomiast zarzucają często katolikom, że nasza wiara to gloryfikacja (apoteoza) cierpienia i cierpiętnictwa. Jednocześnie każdy z nas, żyjąc Ewangelią, ma świadomość, że nie zawsze jest ona łatwa do wprowadzenia w nasze życie i życie naszych społeczności. Zdajemy sobie sprawę, że nie ma na świecie osoby, która nie doświadczałaby cierpienia związanego z życiem. Takie kwestie jak: zdrowie nasze i bliskich, bezpieczeństwo finansowe, realizacja misji życiowej zgodnie z wyznawanymi wartościami, dzielenie się wiarą, uczynki miłosierdzia, doświadczenie straty rodzą w nas troskę i trud, a często przynoszą cierpienie, którego nie da się uniknąć. Przeżywamy to samo co niewierzący, choć jako chrześcijanie w nieco inny sposób. Czym więc jest dobrostan człowieka? Czy tym samym co dobrobyt? A może jest to życie w komforcie ekonomicznym, relacyjnym, psychicznym?
Dobrostan to doświadczenie spełnienia i sensu
Życie spełnione, szczęśliwe, sprawcze i dążące do rozwoju według wyznawanych wartości daje poczucie zadowolenia. Taki stan nazywamy poczuciem subiektywnego dobrostanu. Pojęcia dobrostanu zaczęto używać w 1948 roku. Świat wychodził wówczas z trudnych doświadczeń wojennych. Potrzebowano spojrzeć na człowieka w nowy sposób: na jego potrzeby, zdrowie, zbudować niejako na nowo relacje społeczne, międzynarodowe, uwzględniając to, co pomaga człowiekowi w osiągnięciu spełnionego życia. Dostrzeżono, że ważne jest nie tylko życie bez cierpienia i w zdrowiu. Życie w poczuciu spełnienia osobistego, relacyjnego, społecznego, a także sprawczość i rozwój stanowią część tego zdrowia. W powstaniu definicji dobrostanu człowieka mieli udział znani humaniści: Viktor Frankl, Carl Rogers, Abraham Maslow. W latach 90. XX wieku psychologia pozytywna rozwinęła tę definicję. Jej główni przedstawiciele: Martin Seligman, Ed Diener, Barbara Fredrickson nadali temu pojęciu naukową strukturę, badając takie aspekty życia jak: emocje, zaangażowanie, relacje, sens, szczęście i satysfakcję z życia.
Dziś korzystamy z dorobku psychologii humanistycznej i pozytywnej w naszym rozwoju, również chrześcijańskim. Dobrostan myli nam się z dobrobytem, używamy tych pojęć jako synonimów. Nie ma między nimi znaczących powiązań. Badania naukowe dotyczące dobrostanu dzieci wskazują na brak związku między dobrobytem a poczuciem szczęścia. To równość, wsparcie społeczne i styl życia, a nie wskaźniki ekonomiczne, mają wpływ na wzrost poczucia dobrostanu. Współczesna nauka bardzo chętnie bada poczucie zadowolenia z życia, a wyniki badań mają znaczący wpływ na budowanie modelu troski o zdrowie i rozwój człowieka na różnych etapach jego życia. Dobrostan człowieka to nie życie w dobrobycie, ale: zdrowie fizyczne, emocjonalne, kompetencje osobowościowe i społeczne. Im większe pozytywne doświadczenie w tych obszarach, tym większe i trwalsze poczucie zadowolenia z życia. Dobrostan nie jest więc ucieczką w egocentryzm, w komfort, w życie bez cierpienia za wszelką cenę. Takie życie bowiem nie istnieje, to iluzja, której każdy ulega. Jest raczej subiektywnie przeżywanym poczuciem spełnienia, wynikającym z życia według wyznawanych znaczących wartości.
Jako chrześcijanie nie musimy bać się dobrostanu. Nasza wiara jako dar przynosi nam umiejętność radzenia sobie w rzeczywistości, w której przychodzi nam żyć, jakakolwiek by ona nie była: społecznie, relacyjnie, zdrowotnie, politycznie, finansowo. Codzienna modlitwa Słowem Bożym oświetla nam każdy obszar życia. Mówi nam, jak kochać siebie, Boga i innych ludzi oraz jak mamy się odnosić do świata stworzonego. Mądrość Boża, z której czerpiemy, daje nam wskazówki w sprawach małych i wielkich. Słowo Boże jest żywe, czyli zawsze aktualne, zawsze daje nam jakąś wskazówkę poprzez wspieranie, pouczanie, zapraszanie. Dobrostan chrześcijanina to dbanie o swój rozwój, o zdrowie i bezpieczeństwo finansowe, z jednoczesnym nieuleganiem iluzji życia bez cierpienia. To także wiara, że Bóg poprzez swoje Słowo generuje nasz rozwój w tych obszarach. Dobrostan, czyli poczucie szczęścia, to nie tylko rzeczywistość, o której mówili nam humaniści czy przedstawiciele psychologii pozytywnej, lecz także pokój w sercu, którego nikt nam nie może odebrać (por. Mt 7,24–27), ponieważ budujemy nasze życie na fundamencie, którym jest Bóg i Jego autorytet.

