Jesteśmy CUD-em. Ten pięknie brzmiący skrót oznacza ciało, umysł i ducha. Ciało to nasz organizm biologiczny, ale też świat przeżyć psychicznych: uczuć, emocji, potrzeb. Umysł pomaga nam poznać i zrozumieć rzeczywistość po to, aby do niej się odnosić. Duchowość natomiast to świat naszych wartości, celów, relacji. Wyrażając siebie poprzez ciało, używamy rozumu, aby działać zgodnie z naszymi wartościami. Wszystkie trzy wymiary uczestniczą w rozwoju i nie należy żadnego z nich zaniedbywać. Jesteśmy kształtowani przez samych siebie, ale i Duch Święty nas kształtuje.
Czasem, pomimo wieloletnich prób, wciąż borykamy się z tymi samymi słabościami charakteru czy grzechami. Jeśli tak się dzieje, nie trzeba się tym zrażać, lecz szukać innych sposobów na zmianę naszego zachowania, np. skorzystać z pomocy psychologicznej. Czasem jednak trzeba przyjąć za prawdę, że z pewnymi grzechami lub słabościami będziemy zmagać się do końca naszych dni. Takie doświadczenie było nieobce świętemu Pawłowi, więc dlaczego miałoby być obce nam? Nie ma ludzi doskonałych moralnie. Chrześcijaństwo to społeczność ludzi będących na drodze nieustannej przemiany. Fakt bycia mężczyzną lub kobietą ma wpływ na sposób realizacji naszego człowieczeństwa, naszej relacji z Bogiem i na zaproszenie do naśladowania Boga w miłości: do siebie, innych i świata stworzonego.
Nauki biologiczne i psychologiczne mówią, że jako kobiety jesteśmy z natury przeznaczone do rodzenia potomstwa, do opiekowania się nim. Ta naturalna troska o drugiego kierowana jest też w stronę innych osób. Kobieta, jeśli nie cierpi na problemy psychiczne lub fizjologiczne, będzie realizować przykazanie miłości bliźniego w sposób naturalny. Ta specyficzna dla kobiet wrażliwość na innych, na ludzką biedę, samotność, rozwój jest źródłem szczęścia i satysfakcji, ale i zmagań o właściwą miarę tego zaangażowania. Święta Edyta Stein, żydówka, mniszka karmelitanka, jedna z pierwszych kobiet studiujących psychologię, doktor filozofii, po przyjęciu chrztu katolickiego w wieku dorosłym zajmowała się formacją chrześcijańską kobiet. Zbiór wygłoszonych przez nią referatów wydanych w Polsce pod tytułem „Kobieta. Pytania i refleksje” może być inspiracją dla wielu kobiet, które odnajdą w nich wskazówki dotyczące kształtowania swojej wrażliwości.
Kobieca wrażliwość chroniona mądrością
Święta Edyta Stein widziała kobietę w jej pełni rozwoju: zawodowego, relacyjnego, intelektualnego i duchowego. Uważała, że kobieta realizuje się najpełniej, będąc w jakiejś relacji: z Bogiem lub innymi ludźmi, bez względu na to, czy byłaby to jej własna rodzina, czy nie. Zdawała sobie też sprawę, że jeśli kobieca potrzeba niesienia miłości i bycia kochaną nie zostanie odpowiednio zrealizowana, może przysparzać kobiecie frustracji i cierpienia. Ważne było dla niej, aby kobieta umiała kształtować swoją wrażliwość i empatię. Cechy te staną się wtedy źródłem dobra i siły.
Umiejętność wczucia się w sytuację drugiej osoby, rozumienia jej zachowania i współodczuwania z nią, z jednoczesnym zachowaniem własnej równowagi psychicznej, pozwalają na podjęcie właściwej odpowiedzi wobec drugiej osoby. Troszcząc się o bliskich, przyjaciół czy znajomych, potrzeba właściwej oceny rzeczywistości danej osoby i posłużenia się empatią. Tym, co może przeszkodzić kobiecie w adekwatnym okazaniu troski, jest zatracenie własnych przeżyć na rzecz związania z przeżyciami drugiej osoby. Nazywamy to empatyzowaniem. Przeciąża ono i uniemożliwia adekwatną reakcję na potrzeby osoby, której niesiemy pomoc. Zabiera wolność. Pomocy potrzebują wtedy dwie osoby – my i osoba, którą chcieliśmy otoczyć troską. Empatyzowanie to niezdrowo przeżywana empatia. Pan Jezus, pomagając z wielką empatią, troską i przejęciem, nie zatracał siebie. Pozostawał zawsze sobą. Pomocne będzie też udanie się do specjalisty: terapeuty, psychologa, coacha. Miejmy empatię, ale nie empatyzujmy. Takie podejście pozwala nam, kobietom, panować nad naszym światem przeżyć, bez zatracania się w emocjach innych.
Szacunek do bliźniego
Dobra obecność wyraża się w szacunku do świata przeżyć innej osoby. Sposób i poziom przeżywania stanu drugiego człowieka nie mówi o naszej wrażliwości. Zachowując prawo do innego rodzaju reakcji przeżyciowych, możemy okazać wsparcie poprzez uznanie przeżyć drugiej osoby. Komunikaty w stylu: „widzę, jakie to dla ciebie trudne”, „widzę, jak cierpisz”, „jak mogę ci pomóc?” są uznaniem cierpienia, nawet jeśli dla nas nie byłoby to cierpienie. Wiele osób było wychowywanych poprzez unieważnianie przeżyć i uczuć. Bóg działa w prawdzie naszych przeżyć. Dla zdrowia duchowego i psychicznego ważne jest uznawanie tego, co się w nas dzieje, szczególnie gdy są to przeżycia niekomfortowe: smutek, żal, wina itd. Wtedy zarówno Bóg, jak i ludzie mogą okazać wsparcie i pocieszenie. Mówienie komuś czy sobie: „przesadzasz, nic się nie stało, nad czym tu płakać” jest unieważnianiem czyichś przeżyć. Odbieraniem możliwości przeżycia czegoś tak, jak dana osoba potrzebuje, oczywiście mieszcząc się w granicach bezpieczeństwa i norm społecznych. Pan Jezus nie unieważniał cierpienia drugiego człowieka, a raczej współczuł, był obecny.
W sytuacjach trudnych przejmowanie się drugim może przybrać postać doradzania. Choćby miało się najlepsze intencje i dawało najlepsze rozwiązania, zawsze będzie się czymś spoza centrum osoby, której pomagamy. Jeśli chcemy doradzić, warto zapytać, czy ktoś od nas potrzebuje rady, i udzielić jej w nieautorytarny sposób. Unikniemy wtedy wrażenia wywyższania się i przejmowania władzy nad czyimś życiem. Wesprzemy w ten sposób osobę w jej odpowiedzialności i sprawczości. Przyjmijmy też, że nie zawsze oczekuje się od nas rady i rozwiązania problemów. Nie musimy mieć zawsze racji co do życia innego człowieka. Nie ma dwóch takich samych historii, przeżyć, wrażliwości – choć czasem są one podobne do naszych. Często wystarczy sama obecność – to ona jest najbardziej kojąca.
