Zakochani… w Maryi! Cz. 1

Francja od tysiąca lat stanowiła duchowe, kulturowo-cywilizacyjne centrum Europy. Kultura tego kraju zawsze była mocno zakorzeniona w Ewangelii, co po dziś dzień wyraża się wspaniałymi świątyniami – arcydziełami koronkowego gotyku.

Sam zaś Paryż słynie z wielu pięknych kościołów, takich jak choćby wznosząca się nad Sekwaną gotycka katedra Notre-Dame czy królująca ze Wzgórza Męczenników białą kopułą Bazylika Sacre Coeur (Najświętszego Serca Jezusowego), centralnie usytuowany kościół Matki Boskiej Zwycięskiej czy też najbardziej uprzywilejowana przez Matkę Najświętszą mała, skromna świątynia, wciśnięta między bloki mieszkalne przy ulicy du Bac.

To w tym mieście Maryja zdobywała dla swojego Syna Jezusa Chrystusa serca wielu intelektualistów. To w Niej zakochali się bez granic wybitny wirtuoz pianista Herman Cohen (1842–1918), małżeństwo znanych filozofów Raisa i Jacques Maritain (odpowiednio: 1883–1960, 1882–1973), pisarze Léon Bloy (1846–1917) i François Mauriac (1885–1970), wielki poeta dramaturg i zarazem dyplomata Paul Claudel (1868–1955), słynny członek Akademii Francuskiej prof. Jean Guitton (1901–1999) i wielu innych.

Herman Cohen

Świadectwem tej miłości niech będzie fragment wyznania O. Augustyna Marii od Najświętszego Sakramentu z Zakonu Karmelitów Bosych, czyli Hermana Cohena – nawróconego, niegdyś wybitnego wirtuoza pianisty.

Przebiegałem ten świat,
zobaczyłem świat,
widziałem świat!
I tylko jednego nauczyłem się w świecie:
nie można w nim znaleźć szczęścia
(…) Znalazłem to szczęście!
Posiadłem je.
Z mojego serca przelewa się radość.
Na czym polega to szczęście?
Tylko sam Bóg może ukoić tęsknotę ludzkiego serca.
Maryja ofiarowała mi tajemnicę Eucharystii.
I poznałem: Eucharystia jest życiem, jest szczęściem!

Herman Cohen
Herman Cohen

Herman Cohen urodził się w Hamburgu 10 listopada 1820 r. w zamożnej rodzinie. Jego rodzicami byli bankier Dawid Cohen i Rozalia Beniamin. Początkowo wychowywano go w tradycji religii żydowskiej. Wraz ze starszym bratem Albertem został posłany do kolegium protestanckiego. Gdy miał cztery i pół roku, wymusił na rodzicach zgodę na naukę gry na fortepianie. Okazał się cudownym i utalentowanym dzieckiem, niestety jego ambicja i próżność stały się przyczyną późniejszych błędów i upadków. Rodzice skierowali go na lekcje muzyki do znanego profesora, który zaimponował małemu chłopcu. Jak mówił: Wszyscy go podziwiali – więc i ja za wzór go sobie wziąłem, starając się, zwłaszcza w dziwactwach go naśladować. Polowałem więc z nim i brodziłem w wodzie po całych dniach, on grywał w karty, więc i ja tej namiętności się oddałem, on lubił konie, zbytki, dziwaczne stroje, więc i ja o to się starałem, i widząc, że sakiewka jego admiratorów zawsze mu była otwartą, nabyłem przekonania, że nie ma szczęśliwszego na świecie położenia jak artysty. Gdy mój nauczyciel mówił matce: „To dziecko ma prawdziwy geniusz”, podbijało to jeszcze moją ambicję i otwierało pole marzeniom.

[17]

Gdy Herman Cohen liczył sobie 8 lat, dał swój pierwszy publiczny koncert. Słuchająca jego gry publiczność zafascynowała się muzykalnością chłopca i uznała go za geniusza, obsypując licznymi pochwałami. Mając 12 lat udał się do Paryża, gdzie wówczas działali wielcy artyści, tacy jak Chopin, Zimmermann i Liszt. Został tam uczniem Ferenca Liszta i towarzyszył mu w salonach, gdzie spotykali się politycy i artyści, arystokraci i wolnomyśliciele. Zdobył wielką sławę, swoją wirtuozerią podbijając Paryż, a jego nazwisko nie schodziło ze szpalt gazet. Odbywał też atrakcyjne wycieczki i dawał występy artystyczne po Europie. Raz towarzyszyła mu George Sand, która wspomniała potem o nim w swoich publikacjach. Po wyjeździe Liszta do Genewy ogarnęła go duchowa pustka i melancholia, aż wreszcie po kilku miesiącach wyruszył w ślad za swoim mistrzem. Wtedy to mocno wpadł w hazard karciany. Kiedy Liszt powrócił do Paryża, również i on podążył za nim. W drodze do stolicy Francji, we Fryburgu, miało miejsce pewne zdarzenie, które Cohen tak opisał: Liszt zasiadł do wielkich organów Moosera, tej ogromnej harfy Dawidowej, której majestatyczne dźwięki dają pojęcie o Twej wielkości, o Boże. W duszy mojej jęknęła jakaś dziwna struna, jakieś uczucie religijne.

Cóż to było za potężne wzruszenie, które od dzieciństwa odczuwałem na głos organów?

Owa słabość do dźwięków organowych okazała się bramą, przez którą Bóg wszedł w życie Hermana. Powróciwszy do Paryża muzyk zamieszkał w domu przyjaciela, gdzie prowadził dalej życie artystyczne. Poza tym oddawał się na całego namiętności do hazardu, co pochłonęło znaczne sumy pieniężne. Trwało to aż do pierwszego piątku maja 1847 roku, kiedy książę Moskowa poprosił Cohena o zaopiekowanie się chórem na nabożeństwie majowym w jednym z kościołów Paryża. Ten chętnie podjął się tego zadania. Na tym nabożeństwie podczas błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem odczuł dziwny niepokój, jakby coś mu wyrzucało, że nie ma prawa w nim uczestniczyć. Wzruszenie to było tak słodkie i silne, że doznał nieznanej mu dotąd ulgi na duszy.

Od tego momentu pianista często wracał do kościoła przy ul. Bourgogne. W pierwszych dniach lipca dzięki księżnej de Rauzan poznał księdza Legranda, światłego kapłana, który okazał się mądrym, doświadczonym człowiekiem, jakże odmiennym od postaci osób duchownych opisywanych wtedy w modnych paszkwilach. Wkrótce wyjechał do Niemiec, do miasteczka Ems, gdzie miał koncertować.

Augustyn Maria od Najświętszego Sakramentu
Augustyn Maria od Najświętszego Sakramentu

Tutaj właśnie, w dniu 8 sierpnia 1847 roku, otrzymał od Boga dar nadprzyrodzonej skruchy. Podczas przeistoczenia we Mszy św. zalał się łzami, a serce jego rozdzierały wyrzuty sumienia z powodu grzesznego życia. Równocześnie ogarnął go głęboki, nieznany mu dotychczas pokój oraz pewność co do przebaczenia mu przez Boga jego dawnych przewinień. Nazajutrz opuścił Ems i powrócił do Paryża, aby podzielić się z ks. Legrand tym wielkim szczęściem, które go spotkało. Powrócił będąc innym człowiekiem, gdyż łaska go całkowicie przemieniła. Zapragnął więc przyjąć chrzest święty. Najpierw przez dziewięć dni w milczeniu i samotności odbywał rekolekcje. W dzień św. Augustyna, w sobotę 28 sierpnia 1847 roku, o godz. 15. 00 w kaplicy Najświętszej Panny Syjonu otrzymał sakrament chrztu, który całkowicie nim wstrząsnął. To doświadczenie tak opisuje: Wówczas doznałem takiego wstrząśnięcia, jak gdyby silny prąd elektryczny mnie przeszył. Oczy ciała się przymknęły, ale przed oczami duszy zabłysło światło nadprzyrodzone i boskie. Serce moje utonęło w ekstazie miłości i zdało mi się, że jednym zapędem dosięgłem rajskich rozkoszy i skosztowałem tego upojenia, którym Bóg w niebie napawa wybranych. Tak byłem wzruszony, iż zaledwie wiem, co się potem działo, pamiętam tylko, iż mnie okryto białą szatą, symbolem niewinności, i podano do ręki świecę zapaloną, godło tej prawdy, która zabłysła przed mymi oczami i którą przysięgłem strzec i bronić przez całe życie moje.

W roku 1848 napisał do matki i rodzeństwa: Jestem w nowicjacie zakonu Matki Bożej z Góry Karmel, słynącego w historii ze swej surowości, pokuty i miłości do Boga. Podczas obłóczyn, 6 października 1849 roku, obrał imię Augustyn Maria od Najświętszego Sakramentu.

19 kwietnia 1851 roku został wyświęcony na kapłana. Rozpoczął tym samym bardzo aktywną działalność apostolską. Przemierzał Europę – Francję, Belgię, Anglię i Niemcy – teraz już nie w pogoni za sławą i bogactwem, ale po to, by głosić Boże miłosierdzie i dobroć Maryi. Swój talent muzyczny wprzągł całkowicie w dzieło szerzenia chwały Jezusa Eucharystycznego i Maryi, układając przepiękne pieśni religijne. Jest on autorem między innymi tej znanej pieśni sodalicyjnej:

Królowej swej jam wierność przysięgałem,
Odtąd służyć będę tylko Jej.
Ją sobie też za matkę swą obrałem,
Całą ufność swą złożyłem w Niej.
Ref. Przysięgałem Jej…

U stóp ołtarza przysiągłem ja Jej,
Że dla Niej żyć, Ją kochać czcić,
Ją kochać, czcić przez całe życie będę.
Ja dzieckiem Jej, Jej serce swe oddałem,
Zwodniczy świat, ten już nie nęci mnie,
Matuchnę swą nad życie ukochałem
Z Nią cierpieć chcę i z Nią weselić się.

Odszedł do wieczności w piątek 20 stycznia 1871 roku.

ks. Józef OrchowskiKs. Józef Orchowski
0 0 głos
Oceń ten tekst!

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Czy podoba Ci się ten tekst? – Zostaw opinię!x
()
x

Zanim skopiujesz, napisz do nas.