Frank Duff. Z Maryją dla Chrystusa

„Czy Kościół bez Maryi mógłby być uznany za Kościół katolicki? Bardzo wątpliwe. Rozpatrując plan Boży z punktu widzenia czasu, przyjąć trzeba, że Maryja liczyła się dla niego od początku, była istotną częścią tego planu.” – Frank Duff

Legion Maryi

Postacią główną był Jezus, ale Ona dała Mu przecież początek, wiążąc się przez to tak mocno z Bożym planem. Pomniejszanie Jej znaczenia przyjąć należy za rodzaj sabotażu. Przyjrzyjmy się, jakie zamiary co do Niej miała Trójca Przenajświętsza od zarania wieków. Bóg wybrał Ją, by była Służebnicą, Matką Zbawiciela i jego wierną Pomocnicą. Zaproponowany Jej ratunek świata mogła przyjąć lub odrzucić (tak jak później zgodę na śmierć Syna). Miała wolną, nieprzymuszoną wolę, decyzja należała tylko do Niej. Starajmy się pojąć, co to wszystko znaczy. Weszła Ona dzięki temu w prawie pełną jedność z Duchem Świętym. Nie była to jedność absolutna, bowiem nie inkarnował się On w Niej, jako że zniszczyłoby to plan Boży, według którego Maryja miała pozostać człowiekiem, być przedstawicielką rodzaju ludzkiego. Był to warunek konieczny. Plan zakładał, by człowiek w największym możliwym stopniu współdziałał we własnym zbawieniu (por. Flp 2,12). Przy tym założeniu Maryja powinna być wzorem i jego główną wykonawczynią. Teologia określa Ją jako nową Ewę. Zadaniem Jej jest pełnienie służby pojętej jako odwrócenie nieszczęsnej roli, jaką odegrała Ewa, popełniając grzech śmiertelny. Różnicą jest to, że Jezus i Maryja, i wszystko z Nimi związane odnosi się do wieczności.

O tej jedności Matki Bożej z Duchem Świętym mówi nasze legionowe przyrzeczenie…

Maryja może rozwijać swą prawdziwą siłę – święci zwą Ją wstawienniczą wszechwładzą – tylko przez tych, którzy pozostają z Nią w określonym wewnętrznym pokrewieństwie… W nich ma Ona dźwignię Archimedesa, pozwalającą unosić świat”.

Powyższe słowa pochodzą z odczytu wygłoszonego przez sługę Bożego, Franka Duffa, 12 dni przed jego śmiercią i są traktowane jako testament dla Legionu Maryi.

Kim był Frank Duff? Urodził się w Dublinie w 1889 r. Jego rodzice byli urzędnikami państwowymi. Po ukończeniu szkoły podstawowej chłopiec kształcił się w koledżu jezuickim, a potem u Misjonarzy Ducha Świętego. Studia ukończył z bardzo dobrym wynikiem. Połowę życia przepracował jako sumienny pracownik na wysokim stanowisku w Ministerstwie Finansów. Przez jakiś czas był osobistym sekretarzem prezydenta.

W 1913 r. Frank przyłączył się do Stowarzyszenia św. Wincentego á Paulo, gdzie pogłębiał wiarę katolicką. W następnym roku dokonała się w nim wielka, wewnętrzna przemiana, zmieniająca bieg jego życia, o której tak wspominał:
„Mając 25 lat, przeżyłem coś bardzo pożytecznego, co pozostało mi żywo w pamięci. Pewnego popołudnia stałem po spowiedzi przed ołtarzem Serca Jezusowego w kościele karmelitów, mieszczącym się na ulicy Whitefriar. Nagle – jak gdyby wszystko – wywróciło mi się do góry nogami. Stało się dla mnie jasne, że nie ma Boga, a zatem Wszystkiego, co ma w życiu jakiekolwiek znaczenie. Zapewniam was, że to, co pozostało, było piekłem. Trudno mi było uwierzyć, że dalsze życie w tym bezsensie jest możliwe. Stan ten trwał około 5 minut, wydawał mi się jednak wiecznością. Potem równie nagle jak się pojawił – zniknął. Od tego czasu nie przeżyłem niczego podobnego. Świadomość, że nie ma Boga i myśli zrodzone z tego, były straszne. Życie stało się nagle męczarnią. Wydaje mi się, że zwariowałbym, gdyby ta ciężka próba trwała dłużej”.

[12]

Pewnego razu Frank odwiedził jedną z grup Stowarzyszenia św. Wincentego. Zebrani z zaciekawieniem przysłuchiwali się wywodom swego współbrata. Trzymał on w ręku małą książeczkę i z zapałem referował jej treść. Wtedy to Duff po raz pierwszy usłyszał o Ludwiku Marii Grignion de Montfort i o jego książce. Słowa usłyszane wtedy specjalnie go nie poruszyły, ale gdy krótko potem natknął się w antykwariacie na tę książeczkę, kupił ją i od razu zabrał się do czytania. Rozczarowany, z trudem dobrnął do końca.

„Miałem całkowicie dosyć” – pisał Duff. – „Odstawiłem książkę na półkę i byłbym do niej pewnie nigdy więcej nie zajrzał, ale wkrótce potem poznałem Toma Fallona, znaczną osobistość, jedną z czołowych postaci Stowarzyszenia św. Wincentego, a zarazem wysokiego urzędnika państwowego”, który parę lat później wyjechał do Meksyku, gdzie został misjonarzem.

„Bardzo szybko spytał mnie, czy czytałem »Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny« i co o nim sądzę. Na moją odpowiedź, że lektura przeszła bez żadnego wrażenia, zarzucił mi, że nie czytałem z należytą uwagą. Książka, twierdził dalej, jest klasyczną pozycją w swoim zakresie, zawiera niezbędną sumę wiedzy i jestem sam sobie winien, nie rozumiejąc tego”. Próbował więc Duff jeszcze wiele razy zabrać się do lektury, jak sam mówi: „Pewno było tych prób i z pół tuzina, bez żadnego zdawałoby się pożytku, lecz każde czytanie było krokiem zbliżającym do celu”.
Dzięki lekturze Traktatu… Frank dobrze pojął wielkość Maryi i Jej rolę wyznaczoną przez Boga. Bóg od Jej „tak” uzależnił zbawienie świata. Wyposażył Ją w pełnię łask i sprawił, że współdziałała w dziele Zbawienia zarówno pod krzyżem, jak i w wieczerniku jerozolimskim, prosząc w nim o zesłanie Ducha Świętego.

Duff poszedł za wskazaniami św. Ludwika, by wszystko czynić z Maryją, która jest światłem rozjaśniającym duszę, tak że płonie ona miłością Bożą, jest świętym miejscem wytchnienia. Dusza poprzez Maryję ogląda Boga, a czyniąc coś, robi to tylko w imię Maryi, wyrzekając się we wszystkim siebie.

Frank miał bystry, jasny umysł, silną wolę i wysportowane, zdrowe ciało. Angażowanie się w przeróżne sprawy było jego nawykiem od najmłodszych lat. Dlatego 7 września 1921 r. wieczorem, razem z ks. Michaelem Toherem i grupą katoliczek zorganizował pierwsze prezydium Legionu Maryi.

Legion Maryi jest stowarzyszeniem katolików, zorganizowanym na wzór armii. Jednak ani jej charakter, ani broń, jaką posługuje się Legion, nie są z tego świata. Armię tę, liczącą blisko 3 miliony członków aktywnych i wielokrotnie więcej członków pomocniczych, dziś można spotkać prawie w każdym kraju świata. Armia ta powstała spontanicznie, bez wcześniej wypracowanych reguł i planu działań.

Kilka lat po powstaniu Legionu, Duff opracował przyrzeczenie legionisty, aby go zobowiązać do jedności duchowej z Maryją. W przyrzeczeniu skierowanym do Ducha Świętego, w którym wyrażała się miłość do Maryi, czytamy między innymi, że: „Tajemnica doskonałej służby legionowej, polega na pełnej jedności z Maryją, która z kolei całkowicie zjednoczona jest z Tobą… Jej serce i moje serce są jednym; a z tego zjednoczonego serca wypowiada Ona znowu – jak wówczas – słowa: »Oto ja służebnica Pańska«; i znowu przychodzisz Ty przez Nią, by uczynić wielkie rzeczy. Spraw, by Twoja siła mnie osłoniła i wprowadź do mej duszy ogień miłości. Zjednocz duszę moją z miłością Maryi i Jej wolą ratowania świata; abym był czysty w Tej, którąś Ty uczynił Niepokalaną, i aby Chrystus, mój Pan, przez Ciebie wzrastał także we mnie; abym wraz z Maryją, Jego Matką, niósł Go światu i duszom, które tęsknią za Nim, i abym wraz z tymi duszami, po zwycięskiej walce, królował wiecznie w chwale Trójcy Przenajświętszej. Ufam, że mnie dziś przyjmiesz i mną zadysponujesz oraz przemienisz moją słabość w siłę… Postępujemy wraz z Maryją, czyniąc Twoją wolę i wypełniając dzieła Twojej łaski, które odnowią oblicze ziemi i zaprowadzą wszędzie Twoje Królestwo, Duchu Przenajświętszy”.

Szczególnie pożytecznym w życiu legionisty jest różaniec

Z kolei w „Podręczniku Legionu Maryi” Duff pisze, że „nie pozostaniemy wierni Duchowi Świętemu, jeśli nie będziemy wystarczająco często zwracali swych myśli ku Niemu. Natomiast każde nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, jeśli zawiera choćby najmniejsze odwołanie do Ducha Świętego, może stać się bramą do obfitości Jego łask. Szczególnie pożytecznym w życiu legionisty jest różaniec. Modlitwa różańcowa stanowi doskonałe nabożeństwo do Ducha Świętego nie tylko dlatego, że jest szczególną do Matki Bożej, lecz także dlatego, że treść jego tajemnic jest poświęcona najważniejszym interwencjom Ducha Świętego w dziele Odkupienia”.

Charakterystyczną cechą publicznych wystąpień Franka Duffa było pozostawanie w cieniu wygłoszonych przez siebie prelekcji. Wyjątek od tej reguły miał miejsce w 1965 r., kiedy to papież, bł. Paweł VI, zaprosił go w charakterze obserwatora świeckiego do udziału w II Soborze Watykańskim. „Wzruszające było pewne zdarzenie w czasie Soboru” – pisze kardynał Leo Suenens. – „Frank Duff przybył właśnie na jedno z posiedzeń, gdy jeden z kardynałów wstał i powiedział: »Chciałbym, żeby jeden ze świeckich obserwatorów nie pozostawał niezauważony; cieszy mnie, że Frank Duff, założyciel Legionu Maryi, jest obecny wśród nas.« Zebrani zgotowali Duffowi owację. Duff przyjął oklaski spokojnie, jak coś, co nie należało się jemu, lecz raczej cudowi łask Bożych, sprawionych poprzez Legion”.

Jak to się stało, że Duff pozostał skromnym, żyjącym w cieniu człowiekiem, a zarazem znaną postacią, założycielem Legionu? Na wewnętrznym rozwoju Duffa odcisnęły swoje piętno następujące decyzje: w 1916 r. postanowił, że codziennie będzie brał udział we Mszy świętej i przyjmował Komunię Świętą. W rok później włączył do swoich modlitw brewiarz. Miał też zwyczaj wykorzystywania przerwy południowej na adorację Najświętszego Sakramentu, modląc się słowami: „Drogi Jezu, dla ukoronowania wszystkiego, daj mi, proszę to jeszcze… wierność aż do końca…, bym pozostał na posterunku aż do końca moich dni, aby wolno mi było ostatnie tchnienie wydać w Twoich objęciach”.

Ta modlitwa z młodych lat w zdumiewający sposób odzwierciedla całe jego życie, które było całkiem zwyczajne, wypełnione codziennymi obowiązkami i staraniami, aby miłować Chrystusa oraz doprowadzić innych do tej miłości. Jego prośba o wierność, to niewielkie życzenie obejmujące wszystko, została wysłuchana. 7 listopada 1980 r., w pierwszy piątek miesiąca, dzień poświęcony Sercu Jezusowemu, w wieku 91 lat zjednoczył się na zawsze z Chrystusem. Znaleziono go w łóżku ze skrzyżowanymi rękami. Tego dnia przed południem na Mszy św. widziało go wielu przyjaciół i znajomych. Nikt nie zauważył żadnych oznak słabości ani bliskiej śmierci.

Wiadomość o śmierci rozeszła się lotem błyskawicy po całym świecie. Tysiące ludzi przybywało aby pożegnać się ze zmarłym. Kapłani sprawowali przy Franku Eucharystię i w dzień, i w nocy bez przerwy. Jan Paweł II przesłał na ręce kierownictwa telegram kondolencyjny: „Na całym świecie Legion Maryi opłakuje śmierć swego założyciela, Franka Duffa. Łączę się z legionistami w modlitwie o spokój wieczny dla Niego. Założywszy to zgromadzenie, uświadomił rzeszom katolików konieczność ewangelicznej pracy, dopomógł w jej urzeczywistnieniu”.
W 1996 r. ks. abp Desmond Connell zainaugurował jego proces beatyfikacyjny.

Ks. Józef Orchowski

0 0 głos
Oceń ten tekst!

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Czy podoba Ci się ten tekst? – Zostaw opinię!x
()
x

Zanim skopiujesz, napisz do nas.

Przeczytaj poprzedni wpis:
W Kicinie z Bartolem

To wielka radość spotkać się z Czcicielami Królowej Różańca – razem modlić się i uczcić bł. Bartola w jego relikwiach!...

Zamknij