Święty Maksymilian Kolbe Patronem na nasze trudne czasy

Photo of author

Autor: Józef Orchowski

Urodził się on 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli, niedaleko Łodzi. Ochrzczony został tego samego dnia i otrzymał imię Rajmund. Miał także dwóch braci – starszego Franciszka i młodszego Józefa. W domu rodzinnym znajdował się ołtarzyk Matki Bożej Częstochowskiej. Cała rodzina często modliła się przy nim. Maksymilian napisał później, że miało to wielki wpływ na jego życie.

Święty Maksymilian Kolbe Patronem na nasze trudne czasy

Kochani Czytelnicy!
91% artykułów na naszej stronie jest dostępnych bez ograniczeń. Nie znaczy to, że nie istnieją koszty ich przygotowania i publikacji. Będziemy wdzięczni za zaprenumerowanie naszego czasopisma albo wsparcie naszej Fundacji. Dziękujemy za zrozumienie.
Redakcja

Urodził się on 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli, niedaleko Łodzi. Ochrzczony został tego samego dnia i otrzymał imię Rajmund. Miał także dwóch braci – starszego Franciszka i młodszego Józefa. W domu rodzinnym znajdował się ołtarzyk Matki Bożej Częstochowskiej. Cała rodzina często modliła się przy nim. Maksymilian napisał później, że miało to wielki wpływ na jego życie.

Marianna Kolbe należała do Żywego Różańca, a ojciec Juliusz każdego roku odbywał piesze pielgrzymki do Częstochowy. Kiedy ich syn był dzieckiem, doszło do zdarzenia, które zapowiadało przyszłość świętego. Rajmund, pełen energii chłopiec, miał zawsze wiele pomysłów, nie zawsze, jak to w dzieciństwie, dobrych. Pewnego dnia, kiedy znowu „nabroił”, matka, użalając się, powiedziała do niego: „Mundziu, nie wiem, co z ciebie będzie”. Pytanie matki zapadło głęboko we wrażliwą duszę chłopca. Szukając na nie odpowiedzi, zwracał się do Najświętszej Maryi Panny. Pewnego razu matka zastała go klęczącego przed domowym ołtarzykiem. Był bardzo poważny i smutny. Obawiając się, że jest chory, zapytała go, co się z nim dzieje. Wtedy wzruszony Rajmund ze łzami w oczach wyznał: „Jak mama mi powiedziała: «Co z ciebie wyrośnie», to ja bardzo prosiłem Matkę Bożą, żeby mi powiedziała, co ze mną będzie. I potem, gdy byłem w kościele, to znowu Ją prosiłem, wtedy Matka Boża ukazała mi się, trzymając dwie korony: jedną białą a drugą czerwoną. Z miłością na mnie patrzyła i spytała, czy chcę te korony. Biała znaczy, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę… Wówczas Matka Boża radośnie na mnie spojrzała i zniknęła”.

W 1907 roku Rajmund wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego Ojców Franciszkanów we Lwowie, gdzie dał się poznać jako wybitnie utalentowany uczeń. Wraz ze swoim bratem Franciszkiem żywo interesował się dziejami Polski. Kierowani duchem patriotyzmu plano­wali wstąpić do wojska, aby walczyć o wolność ojczyzny.

Ostatecznie podjął on decyzję o zostaniu zakonnikiem. 4 września 1910 roku przywdział habit franciszkański i rozpoczął nowicjat. Przyjął także imię zakonne Maksymilian. Dwa lata później wyjechał na studia do Rzymu. Tam coraz ściślej wiązał się z zakonem. Podczas uroczystości Wszystkich Świętych w 1914 roku złożył uroczystą profesję zakonną i przyjął dodatkowe imię – Maria. Przygotowując się do kapłaństwa, napisał: „O Niepokalana Pani, dopomóż mi, abym się dobrze przygotował do tak ważnej chwili. Jak myślę o tym, z jednej strony czuję jakiś strach przed tak wielką władzą; z drugiej zaś gorące pragnienie tak pożądanej chwili”.

W roku 1917 masoneria na całym świecie obchodziła 200. rocznicę istnienia organizacji w Rzymie. 17 lutego, w dniu upamiętniającym śmierć Giordana Bruno, zorganizowano wielką manifestację masońską. Pochód kierujący się w stronę pomnika Giordana Bruno przeszedł ulicami stolicy i zatrzymał się dłużej przy Placu Świętego Piotra, powiewając przed oknami papieża czarną chorągwią z wizerunkiem świętego Michała Archanioła pod nogami Lucyfera. Transparenty wychwalały szatana, a jeden z masonów głosił, że szatan będzie rządził w Watykanie, a papież będzie mu służył za Szwajcara.
Wówczas brat Maksymilian Kolbe, student teologii międzynarodowego kolegium Braci Mniejszych Konwentualnych, głęboko dotknięty zuchwałym świętokradztwem masonów poczuł potrzebę uczynienia czegoś w obronie Kościoła. Pomyślał o jakimś stowarzyszeniu maryjnym, nastawionym na nawracanie grzeszników, szczególnie masonów, i dążącym do uświęcenia wszystkich chrześcijan.
28 kwietnia 1918 roku został wyświęcony na kapłana, a następnego dnia odprawił pierwszą mszę w kościele s. Andrea delle Fratte, przy ołtarzu Matki Bożej Niepokalanej, w kaplicy, w której kiedyś ukazała się Matka Boża Alfonsowi Ratisbonne.

Po ukończeniu studiów Maksymilian Maria Kolbe wrócił do Polski. Przeniósł na polski grunt założone w Rzymie stowarzyszenie „Militia Immaculatae”, a już w styczniu 1922 roku ukazał się pierwszy numer „Rycerza Niepokalanej”, organ tego stowarzyszenia. Wyprzedzając epokę o kilkadziesiąt lat, o. Kolbe w środkach przekazu upatrywał szansę uświęcenia świata i walki ze złem.
Nie zważając na problemy zdrowotne, wyjechał na Daleki Wschód. 24 kwietnia 1930 roku przybył do Nagasaki wraz ze współbraćmi franciszkanami z Polski. Od biskupa Nagasaki, którym był Yanuario Hayasaka, otrzymali pozwolenie na założenie klasztoru. Współbracia namawiali Maksymiliana, żeby udać się na teren położony blisko katedry w Urakami w celu zbudowania klasztoru, ale ten po obejrzeniu placu powiedział do nich ­pamiętne słowa: „Tu nie możemy zbudować klasztoru. Wkrótce spadnie tu ognista kula i wszystko zniszczy”.

Jedenastego lutego 1931, mając zgodę prowincjała, o. Kolbe podjął jednak decyzję o zakupieniu placu pod klasztor. Obejmował on powierzchnię czterech hektarów i mieścił się na przedmieściach Nagasaki, w dzielnicy Hongochi, u stóp góry Hikosan. Miejsce, gdzie zbudowano klasztor i wydawnictwo, nazwano „Mugenzai no Sono”, czyli Ogrodem Niepokalanej. Był to bardzo zaniedbany teren i trudno dostępny.
Po czternastu latach okazało się, że tym wyborem kierowała Opatrzność. Kiedy 9 sierpnia 1945 roku Amerykanie zrzucili bombę atomową na Nagasaki, miasto zostało zniszczone, natomiast klasztor stracił tylko szyby i nikt w nim nie zginął. Zrozumiano wtedy, że Maryja wybrała to miejsce. Gdy japoński Niepokalanów zaczął już samodzielnie funkcjonować, o. Maksymilian 23 maja 1936 roku wrócił do Polski. Tutaj jako przełożony Niepokalanowa bez reszty poświęcił się głoszeniu Ewangelii.

Każdego dnia składał cały świat w ramiona Maryi, pod Jej opiekę. Przed drugą wojną światową napisał: „Współczesne czasy zdominowane są przez szatana i będą jeszcze bardziej w przyszłości. Konflikt z piekłem nie może być wygrany przez ludzi, nawet najmądrzejszych. Jedna Niepokalana ma od Boga obietnicę zwycięstwa nad szatanem. Szuka dusz, które poświęcą się Jej całkowicie, które staną się w Jej rękach potężnymi narzędziami dla pokonania szatana i rozprzestrzenienia królestwa Bożego”.
Wspaniałą działalność wspólnoty zakonnej przerwała II wojna światowa. 19 września 1939 roku hitlerowcy zlikwidowali Niepokalanów. Bracia wraz z o. Maksymilianem zostali aresztowani i umieszczeni w obozie w Amtitz, a dalej w Ostrzeszowie. W uroczystość Niepokalanej, 8 grudnia 1939 roku, zwolniono ich z obozu.

17 lutego 1941 roku gestapo powtórnie zabrało o. Kolbego, tym razem na Pawiak. Następnie został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Pod koniec lipca 1941 roku z bloku Maksymiliana uciekł jeden z więźniów. Wściekły komendant nakazał zwołać wszystkich na plac i co dziesiątą osobę skazał na śmierć w bunkrze głodowym. Wśród wyznaczonych znalazł się Franciszek Gajowniczek. „Zdrętwiałem cały i jak mi koledzy później powiedzieli, straszliwie jęknąłem, że mi jest żal żony i dzieci. Wtedy z szeregu wyszedł jakiś więzień i po niemiecku powiedział, że on chce za mnie pójść na śmierć do bunkra i na mnie wskazał ręką. Poznałem, że tym więźniem jest Ojciec Kolbe. Lagerführer zadał o. Kolbemu kilka pytań i zgodził się na tę zamianę. Wyszedłem z grupy dziesięciu skazanych i wróciłem do szeregu, a o. Kolbe zajął wśród nich moje miejsce”.

Z celi, w której znajdowali się skazańcy, słyszano codziennie głośne odmawianie różańca i śpiew. Do modlitwy przyłączali się też więźniowie z sąsiednich cel. Gorące błagania i pieśni do Matki Najświętszej rozlegały się po wszystkich korytarzach bunkra. Skazani na śmierć głodową byli tak zatopieni w modlitwie prowadzonej przez o. Kolbego, że nie słyszeli nawet, gdy przeprowadzający inspekcję esesmani schodzili do bunkra.

Maksymilian często odmawiał ułożoną przez siebie piękną modlitwę:
„Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza.
Dozwól, bym własnym kosztem Cię chwalił.
Dozwól, bym dla Ciebie i tylko dla Ciebie żył,
pracował, cierpiał, wyniszczył się i umarł.
Dozwól, bym się przyczynił do jeszcze większej, do jak największego, wyniesienia Ciebie.
Dozwól, bym Ci przyniósł taką chwałę, jakiej jeszcze nikt Ci nie przyniósł.
Dozwól, by inni mnie w gorliwości o wywyższenie Ciebie przysięgali, a ja ich, tak, by w szlachetnym współzawodnictwie chwała twoja wzrastała coraz głębiej, coraz szybciej, coraz potężniej tak, jak tego pragnie ten, który Cię tak niewysłowienie ponad wszystkie istoty wyniósł. W Tobie jednej bez porównania bardziej uwielbionym stał się Bóg niż we wszystkich Świętych swoich.
Dla Ciebie stworzył Bóg świat. Dla Ciebie i mnie też Bóg do bytu powołał. Skądże mi to szczęście.

O dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza”Podczas każdej inspekcji widziano o. Maksymiliana, jak stojąc lub klęcząc w środku, z pogodnym wzrokiem wpatrywał się w esesmanów. Przyzwyczajony do głodu przeżył w bunkrze dwa tygodnie bez kruszyny chleba i kropli wody. Esesmanom wydało się to za długo, cela była potrzebna dla nowych ofiar, toteż pewnego dnia przyprowadzili kierownika izby chorych, Niemca, przestępcę kryminalnego Bocka, który go dobił, podobnie jak trzech innych więźniów, robiąc mu zastrzyk z kwasu karbolowego.

W obozie koncentracyjnym wydawało się, że rzeczywiście Lucyfer pokonał Michała Archanioła, że zło zwyciężyło, jednak postawa o. Maksymiliana była świadectwem zwycięstwa Michała Archanioła nad Lucyferem, dobra nad złem. Dokonał tego święty Maksymilian Maria Kolbe przez całkowite zawierzenie życia Matce Bożej. Na krótko przed męczeńską śmiercią wypowiedział następujące słowa:
„Święci są różni: uczeni i prostaczkowie, zakonnicy i świeccy, profesi i nowicjusze itp. Co więc jest wspólną cechą świętych? Jest nią miłość Boża. Świętość nie polega na czasie służby Bożej, na wieku, na stanie, lecz na miłości Bożej. Kto chce być świętym – na pewno nim zostanie. Trzeba chcieć. W tym «chcieć» mieści się już miłość Boża”.

17 października 1971 roku o. Maksymilian został beatyfikowany przez Pawła VI i ogłoszony przez niego pa­tro­nem na trudne czasy, a papież Jan Paweł II 10 października 1982 roku ogłosił go świętym.

Photo of author

Józef

Orchowski

Kapłan katolicki, proboszcz parafii fatimskiej w Bydgoszczy, pisarz Maryjny i różańcowy.

Mogą zainteresować Cię też:

0 0 głosów
Oceń ten tekst
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany