Rozpoczynamy nowy cykl artykułów, w których duchowe rozważania kierujemy ku dziełu stworzenia, a konkretnie ku wyłaniającym się w trzecim dniu „roślinom zielonym” (por. Rdz 1,11–12). Nie tyle będziemy jednak podziwiać ich piękno, co zagłębimy się w poszukiwania duchowego znaczenia kwiatów, roślin i drzew owocowych, a powstałe w ten sposób charakterystyki wywiedziemy z faktu oddziaływania widzialnego stworzenia na umysł człowieka.
Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, w jak dużym stopniu we wszystkich dziełach Bożych widać obraz lub ślad Stwórcy. Ta seria teksów ma nam o tym przypomnieć, przynajmniej w zakresie nieprzebranego bogactwa flory wypełniającej wszystkie kontynenty świata.
Podstawą dla naszych rozważań będzie mało znana w Polsce książeczka wydana w Londynie w roku 1861, której tytuł można przetłumaczyć jako „Katolicka mowa kwiatów”. Nieznane autorki, przedstawiające się jako „młode kobiety z Gumley House”, dokonały wręcz encyklopedycznej klasyfikacji kwiatów i innych roślin pod kątem duchowych skojarzeń, jakie budzą. W przedmowie mówią o tym w następujący sposób: „Niektóre rzeczy wydają się stworzone, by budzić podziw i zachwyt, i te mówią nam o Jego wielkości; inne wydają się przeznaczone dla naszego umartwienia i uniżenia, i te mówią nam o Jego sprawiedliwości; jeszcze inne – ku naszej praktycznej korzyści, i te objawiają Jego dobroć”.
Wymowny początek
Człowiek zaraz po stworzeniu został umieszczony w ogrodzie. Bóg postawił go wśród stworzeń, wśród swoich dzieł, a były one jeszcze bardziej zachwycające niż współcześnie, nic dziwnego, że ten ogród nazwano rajem. Opis z Księgi Rodzaju nie wymienia gatunków roślin, jakie z pewnością tam rosły. Możemy przypuszczać, że był tam kolcolist. Podaje się, że gdy Linneusz po raz pierwszy ujrzał go w jego złocistym rozkwicie, upadł na twarz w uniesieniu podziwu, wielbiąc Boga i dziękując Mu za jego stworzenie.
Jednak w zbiorowej pamięci o Edenie pozostało niechlubne drzewo, czasem nazywane jabłonią, i jego owoc, posądzany o bycie tym, którego zjedzenie przez pierwszych rodziców sprowadziło na świat grzech pierworodny. W pewnym sensie symbolizuje on pokusę (w Polsce dobrze wiemy, że najbardziej rumiane jabłko nie jest zazwyczaj najsłodsze). Podobnie człowiek, uległszy pokusie, szybko przekonuje się, że nie odniósł korzyści, jaka pozornie kryła się za sięgnięciem po to, co zakazane.
Wygnanie z raju było druzgocącą porażką Adama – można powiedzieć, że umarł jeszcze za życia, co potwierdza List do Rzymian w słowach, że przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć (Rz 5,12). Nie wiemy, jakie drzewa rosły u bram Edenu, gdy opuszczali go pierwsi rodzice, ale z pewnością pasowałyby tam cyprysy. Od wieków kojarzone z żałobą, są często sadzone przy cmentarzach, tworząc naturalne, dostojne zielone kolumny. Adam i Ewa musieli pożegnać się z rajskim kwieciem, ale dobry Bóg pozostawił dla nich ślady swojej dobroci, czyli całe mnóstwo gatunków, które były wytchnieniem dla ich oczu w nowej, trudnej rzeczywistości. Różnorodność tej flory może symbolizować pelargonia (geranium), której nieskończona rozmaitość barw niejako głosi chwałę twórczej mocy Najwyższego.
Ludzka natura kontra natura
Minęło jednak trochę czasu i człowiek znów musiał zmierzyć się ze sprawczą sprawiedliwością Boga. Z pewnością każdy z nas kojarzy słynną historię o potopie, który pochłonął całą ziemię. Jest w niej pewna szczególna, wybrana przez Pana roślina, odbierana na świecie jako symbol pokoju. To niezwykle odporne, długowieczne drzewo (niektóre okazy na Krecie mają nawet dwa tysiące lat) było tym, którego listek przyniosła Noemu gołębica wysłana z arki (por. Rdz 8,11). Oliwka staje się wtedy nie tylko znakiem ustąpienia wód, ale i symbolem pokoju przywróconego ziemi przez Boga. Oczywiście drzewa oliwne wypełnią tysiące lat później ogród Getsemani, świadka Jezusowej Męki w Wielki Czwartek, ale nie o tym dziś.
Obraz ziemi rozkwitającej po zakończeniu czasu hibernacji jest właśnie tym, czym jest dzięki ziemi wydającej na świat świeże pąki roślin. I słusznie może kojarzyć się nam z corocznymi pierwiosnkami i przebiśniegami, które zwiastują odejście zimy. Szczególnie ten pierwszy jest niejako serdecznym powitaniem przez naturę swojej ulubionej pory roku. Jedną z takich jaskółek wiosny jest także… rzeżucha. Należy do niej ok. 260 gatunków, nie tylko te hodowane na szkolnych parapetach przez uczniów (wybrano do tej roli rzeżuchę, bo jest jedną z najszybciej kiełkujących roślin jadalnych – wystarczą 2–3 dni). Rzeżucha, z białymi płatkami korony i jasnofioletowym kielichem, symbolizuje w katolickim leksykonie kwiatów wdzięczność. „Wydaje się, jakby mówiła do mieszkańców ziemi: «Długa, ponura zima minęła, a nadeszła piękna wiosna w swojej zielonej szacie i z łonem pełnym kwiatów»”. Nie bez kozery rzeżuchę zasiewa się tradycyjnie przed Wielkanocą, oddając hołd Temu, który jest wiecznie Żywy.
Czy do chwalebnego grona, które tworzą pierwiosnki, przebiśniegi i rzeżucha, można dodać krokusa? O nie, ten „lekkomyślny” kwiat wysuwa się ze swojej kryjówki często zbyt wcześnie, gdy jeszcze nie do końca ucichną zimowe podmuchy. Można do niego odnieść słowa Księgi Syracha o tym, że kto miłuje niebezpieczeństwo, zginie w nim (por. Syr 3,26), krokus jest bowiem zbyt delikatny, by przetrwać bezlitosne przymrozki. Porządek pór roku to jednak efekt Boskiego zrządzenia, a dla autorek „Katolickiej mowy kwiatów” ten porządek symbolizuje malwa.
Człowiek mierzy wysoko
Wróćmy do Księgi Rodzaju. Gdy rodzaj ludzki ponownie zaludnił ziemię, zapragnął w swojej pysze dorównać Bogu. I chociaż nie ma rośliny o nazwie „wieża Babel”, opis zamieszczony w leksykonie przy drzewie znanym w Polsce jako wiąz od razu tę wieżę przywołuje przed oczy. Zacytujmy tutaj pełną definicję autorek: „Dumny więzie, który górujesz nad innymi drzewami lasu, jesteś symbolem tych wielkich dusz, których geniusz wynosi je ponad całą resztę. Lecz tak jak twoja wysokość naraża cię na uderzenie pioruna, tak samo wysokość, do której oni się wznoszą, naraża ich na niszczące strzały zazdrości i jeszcze bardziej zgubny cios pychy; i jeśli nie utrzymają wzroku utkwionego w Niebie, z pewnością upadną”.