Miłość ważniejsza niż reguły

Photo of author

Autor: Katarzyna Kajzar

Naturalną rzeczą dla chrześcijanina jest to, że w pewnym momencie chce naśladować rady ewangeliczne: ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Wynikają one z Ewangelii i są przez to uniwersalne dla nas wszystkich – konsekro­wanych i świeckich. Dzisiaj skupię się na posłuszeństwie w realiach życia świeckiego.

Miłość ważniejsza niż reguły

Miłość ważniejsza niż reguły, © Fot. M. Woś

Kochani Czytelnicy!
91% artykułów na naszej stronie jest dostępnych bez ograniczeń. Nie znaczy to, że nie istnieją koszty ich przygotowania i publikacji. Będziemy wdzięczni za zaprenumerowanie naszego czasopisma albo wsparcie naszej Fundacji. Dziękujemy za zrozumienie.
Redakcja

Naturalną rzeczą dla chrześcijanina jest to, że w pewnym momencie chce naśladować rady ewangeliczne: ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Wynikają one z Ewangelii i są przez to uniwersalne dla nas wszystkich – konsekro­wanych i świeckich. Dzisiaj skupię się na posłuszeństwie w realiach życia świeckiego.

Kiedy chcemy być posłuszni, bardzo łatwo wpaść w pułapkę narzucania sobie własnych, sztywnych reguł. Sami stajemy się dla siebie surowymi przełożonymi – planujemy modlitwy, pielgrzymki czy praktyki pokutne tak, by były jak najbardziej uciążliwe, a potem bezlitośnie się do nich zmuszamy. Przesadzamy. Daje nam to złudne poczucie wyjątkowości i wyż­szości nad innymi. Mylimy się, sądząc, że to przejaw świętości.

Miłość ponad reguły

Znam człowieka, który przez wiele lat podejmował bardzo radykalny post przed Wielkanocą. Budziło to nasz podziw. Pewnego roku, zapytany o to, zmarkotniał, spoważniał i odparł, że tym razem nie będzie pościł, bo żona mu nie pozwoliła, mówiąc, że nie chce mieć przez 40 dni głodnego, sfrustrowanego męża w domu. Ten człowiek, rezygnując z wyrzeczenia, zrobił najlepszą rzecz, jaką mógł zrobić: był posłuszny! Nie sobie, swoim wyobrażeniom o tym, w jaki sposób ma osiągnąć doskonałość, ale realnej potrzebie bycia dla rodziny w jak najlepszej kondycji i nastroju. Na tym polega miłość. Jest ona ważniejsza niż umartwianie się – bez poró­wnania!

Kiedy czytam w 25. rozdziale Ewangelii Mateusza o tym, jak będzie wyglądał sąd ostateczny, nie mam wątpliwości, że prawdziwym posłuszeństwem, w którym mam się doskonalić, jest umiejętność odkładania swoich przekonań i słuszności – a nawet swoich chęci doskonalenia się, kalendarzy modlitw i wszystkiego tego, co sama wymyśliłam – aby natychmiast i bez zbędnych rozważań móc pomóc drugiemu człowiekowi. Człowiekowi, który stoi obok mnie, choćby był obcym, przybyszem, przybłędą (dosłownie czy w przenośni), nawet zbójem – choćby był mi nie wiem jak daleki. Mam mu podać szklankę wody, nakarmić, ubrać, odwiedzić – to wszy­stko bardzo praktyczne i przyziemne czynności. Jeśli ważniejsze niż drugi człowiek jest dla mnie to, co wymyśliłam w ramach „samodoskonalenia”, to się doskonalę, owszem, ale w pysze i egoizmie, a nie w świętości.

Żeby być Bogu posłuszna, muszę starać się odczytywać Jego wolę. Nie polega to na interpretowaniu losowych cytatów z Pisma Świętego, nauczania Kościoła czy wypowiedzi świętych i błogosławionych oraz tych, których za świętych uważam – zdecydowanie nie. Odczytywanie woli Bożej wymaga użycia rozumu i dbania o zachowanie logiki. To dwa wielkie dary, które mamy. Przykładem takiego odczytania, co mamy robić, by było to zgodne z Bożym zamysłem, jest zwracanie uwagi na nasze własne potrzeby. Wiemy już dzisiaj z pewnością, i nie jest to wiedza tajemna, jakie są potrzeby naszych ciał, w tym też naszej psychiki, byśmy zachowali siły i zdrowie. Tak zostaliśmy stworzeni przez Boga. Odczytując to, staram się codziennie zadbać nie tylko o świat wokół mnie, o moich bliskich, przyjaciół, wspólnotę, ale też o siebie. Staram się odpoczywać, gdy jestem zmęczona, cieszyć się czasem z przyjaciółmi, zaspokajać swoją potrzebę bliskości i czułości, chodzić do lasu. Uważam, że to jest posłuszeństwo, i to bardzo ważne. Takie, które uzdalnia nas do pełniejszej i większej miłości do drugiego człowieka. Bo gdy zaakceptujemy w sobie to, co ludzkie, nie gardząc tym jako słabością, to i w innych ludziach będziemy umieli akceptować, przyjmować i kochać te słabości. Czy to nie jest miłosierdzie: przyjmować drugiego w jego kondycji, a nie dopiero gdy będzie taki, jakiego sobie wymyśliliśmy, że być powinien?

Żadną miarą nie chcę tutaj namawiać do hedonizmu w myśleniu o sobie, do zajmowania się tylko swoimi przyjemnościami. Przeciwnie, zachęcam do dyscypliny w podejmowaniu obowiązków rodzinnych, przyjacielskich, wspólnotowych, zawodowych. Proszę, pracujmy sumiennie, z zaangażowaniem, z miłością – to jest wielki wyraz posłuszeństwa! Wielu z nas uświęca się właśnie w codzienności, w systematyczności życia z uważnością na drugiego człowieka i w dyscyplinie. W byciu uczciwym, porządnym, słow­nym, solidnym, uczynnym, uprzej­mym. To jest piękne i konieczne posłuszeństwo! Powiedziałabym, że to niezbędny fundament chrześcijańskiego życia.

Posłuszeństwo to nie przemoc

Nie mogę zakończyć tego artykułu bez przestrogi dotyczącej błędnego rozumienia posłuszeństwa, które forsowane jest wszędzie tam, gdzie jeden człowiek chce mieć władzę nad drugim oraz tam, gdzie realizacja czegoś, co uważamy za ważne, przesłania nam miłość wobec siostry czy brata i widzenie ich takimi, jakimi są. Jesteśmy na złej drodze, gdy tracimy z oczu człowieka i przestajemy być dla niego dobrą / dobrym, a zaczynamy realizować ideę. Powtórzę: sądzeni będziemy z tego, jacy jesteśmy wobec ludzi, a nie z realizacji planu takiego czy innego, choćby najszlachetniejszego.

Wiele razy chcemy znaleźć okazję do okazywania posłuszeństwa, bo mamy poczucie, że to miłe Bogu. Wydaje się nam, że jesteśmy zbyt krnąbrni, niepokorni, że musimy sami siebie utemperować i pozwolić innym, by nas ociosali. Często samo posłuszeństwo wydaje się nam wartością, do której warto dążyć. Zdarza się wtedy, że oczekujemy od spowiednika, kierownika duchowego czy lidera naszej wspólnoty twardego, trudnego słowa, zawierającego jakiś nakaz. Bywa, że nasze życiowe decyzje oddajemy tym osobom i postępujemy zgodnie z tym, co mówią. Pytamy o to, czy zmieniać pracę, czy wchodzić w związek małżeński, gdzie mieszkać, z kim budować życie. Biada tym, którzy połechtani w swojej pysze, podejmują za innych decyzje!

Co możemy zrobić, kiedy to nas ktoś pyta o zdanie i chce posłusznie wykonać, co powiemy, wierząc, że jesteśmy bliżej Boga i lepiej wiemy? Powinniśmy wtedy porozmawiać, pomóc drugiemu człowiekowi podjąć decyzję w oparciu o jego sumienie, może usłyszeć głos tego sumienia, czasem przypomnieć jakąś prawdę. Zróbmy wszystko, co możemy, by dokładnie zrozumieć, co ten człowiek myśli, z czego wynika jego wahanie, jakie wartości widzi w jednej, drugiej, trzeciej opcji, a czego się w nich obawia. Usłysz to, zrozum, poczuj. Doceń dobro i szlachetność, które w tym człowieku znajdziesz, zaprotestuj przeciwko jawnemu złu, np. chęci zemsty. Nie musisz nikomu mówić, co ma robić. Towarzysząc drugiemu człowiekowi, dając życzliwość i szczerość, ufając i doceniając dobro, które w sobie ma, sprawiasz, że łatwiej jest podjąć dobrą decyzję.

Ograniczony dostęp

Całość przeczytasz w "Królowej Różańca Świętego". To wydanie jest wciąż dostępne w sprzedaży, dlatego ma ograniczony dostęp. Nasze czasopisma możesz nabyć w cenie już od 2 zł. Zamów i wspieraj różańcowe inicjatywy!

Photo of author

Katarzyna

Kajzar

Żona, mama pięciorga dzieci, świecka dominikanka, programistka.

Mogą zainteresować Cię też:

0 0 głosów
Oceń ten tekst
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments