Docieramy tym artykułem do końca rozpoczętego cztery lata temu cyklu o największych maryjnych mistyczkach wszech czasów, opartego na klasyfikacji Gabriele Roschiniego. Kiedy zaczynaliśmy naszą podróż, na rynku nie było jeszcze książki, z której w dużej mierze korzystano przy opisywaniu bohaterki tego tekstu. Kiedyś postać kompletnie nieznana, dziś kojarzona przede wszystkim z odkrywczym opisem życia św. Józefa. Kto wie, być może prawdziwa sława jeszcze przed nią i wkrótce jej podwójne imię – Maria Cecylia – będzie przewijało się w rozmowach o książkach chrześcijańskich całkiem często.
Tak czy inaczej, musimy wiedzieć, że mówimy dzisiaj o zakonnicy żyjącej stosunkowo dawno, bo na przełomie XVII i XVIII wieku. Początek biografii miała dość sztampowy – urodzona we Włoszech (czyli „wylęgarni świętych”), już od dziecka przejawiała głęboką wiarę i często oddawała się modlitwie. Wyróżniało ją jednak to, że tej czynności wręcz nie potrafiła się oprzeć. Mógł to być wpływ rodziców, mógł to być wpływ brata, przyszłego księdza, lecz bez wątpienia był to też plan Boga, wkrótce mającego przyjść do niej z darem objawień prywatnych.
Zakon drugiego wyboru
W wieku siedmiu lat przeprowadziła się z Montefiascone do Viterbo, gdzie otrzymała szkolną formację u sióstr ze zgromadzenia Pobożnych Nauczycielek (tak można przetłumaczyć oryginalną nazwę Maestre Pie). Była niespełna trzynastolatką, gdy podczas rekolekcji wyraziła pragnienie życia zakonnego. Nie otrzymała jeszcze zgody rodziców, toteż z wielką pasją zaczęła studiować muzykę, myśląc o przyszłych nabożeństwach i mszach klasztornych, w których będzie uczestniczyć. Jak widać, imię patronki zespołów wokalno-muzycznych nosiła nie bez kozery, a Cecylia z Rzymu zapewne wspomagała ją za sprawą obcowania świętych.
Pierwsze doświadczenie życia klasztornego okazało się nieudane. Po prawie roku, zawiedziona, opuściła zgromadzenie cysterskie. Jednak w roku 1713 ożyła jej nadzieja na życiowe spełnienie, gdy zdecydowała się wstąpić do konwentu benedyktynek w rodzinnym Montefiascone. Przywdzianiu zakonnego habitu towarzyszyło nadanie drugiego, chwalebnego imienia – Maria. A już 26 sierpnia 1714 roku, jako dwudziestolatka, złożyła pierwsze śluby, które przeżyła wyjątkowo głęboko.
Jezus miał dla niej bardzo wiele
Choć przez profesję zakonną każda siostra staje się niejako oblubienicą Chrystusa, u Marii Cecylii to wydarzenie wiązało się z mistyczną wizją. Podczas mszy (prawdopodobnie już innej, codziennej, w której odnawiała osobiste przyrzeczenia) miała widzenie, w którym stała przed Jezusem i Maryją, otoczona aniołami i świętymi, a oni uczyli ją życia w jedności z Chrystusem. Jezus ukoronował ją, ucałował – jak podaje relacja –„czystym pocałunkiem” i objął. Na uwagę zasługuje fakt, że benedyktynka, w intencji nauczenia się miłości do Oblubieńca, szczególnie zwracała swoje serce ku Katarzynie Sieneńskiej oraz Gertrudzie Wielkiej, a obie te święte znalazły się w naszym „rankingu” mistyczek.
Zaślubiny mistyczne zostały już szeroko omówione w ramach niniejszego cyklu, nie będziemy się zatem na nich skupiać. Kolejna wzmianka o nich tylko podkreśla, jak historycznie częsty był to motyw w mistyce kobiet. Wiele można natomiast powiedzieć o innym zjawisku, którego doświadczała Maria Cecylia, a mowa o osobistych objawieniach, i to nie byle jakich, bo wystarczających do napisania trzech książek.
Jeśli pamiętamy Marię od Jezusa z Ágredy, autorkę żywota Najświętszej Maryi Panny (tytuł główny: „Mistyczne Miasto Boże”), to przygotujmy się na coś, być może, równie mocnego: życie wewnętrzne św. Józefa, życie wewnętrzne św. Jana Chrzciciela i…. życie wewnętrzne samego Jezusa. Tak, to wszystko zachowało się do dzisiejszych czasów i z pewnością zasługuje na większy rozgłos, niż ma dotychczas. Przytoczmy tutaj parę fragmentów traktatu o św. Józefie, czerpiąc z wydania polskiego z 2024 roku.
Poznanie myśli Józefa
Wiemy (także z innych objawień), że przed zwiastowaniem Maryja była mocno pochłonięta pragnieniem przyjścia Mesjasza. Jak pisze Maria Cecylia, cieśla z Nazaretu, zainspirowany tą postawą, również coraz bardziej rozpalał w sobie to pragnienie. Powiedział nawet do Towarzyszki życia: „On bardzo Cię kocha, więc niemożliwe jest, aby nie wysłuchał twojego wołania”. Na co Oblubienica odparła: „Zjednoczmy się w tym błaganiu i nie ustawajmy w nim, dopóki nasze gorące prośby nie zostaną spełnione”. I radowali się oboje na myśl o oddaniu się na służbę Mesjaszowi, choćby jako niewolnicy.
Cecylia kontemplowała wzajemną miłość świętych małżonków, skupiając się na miłości każdego z nich do Jezusa. Pisze, że Józef we śnie odebrał od Anioła również inne, niewspomniane w Ewangelii przesłania, choćby to o bliskim przyjściu Mesjasza i cnotach, jakimi Pomazaniec będzie żył. Gdy Maryja miała już za sobą zwiastowanie Pańskie, usłyszała od Oblubieńca: „A jeśli ja, nędznik, byłem tak wyróżniany, to o ileż bardziej nasz dobry Bóg, który ubogacił Cię tyloma łaskami, wyróżni Ciebie?”. Po tych słowach zjednoczyli się oboje w modlitwie uwielbienia i dziękczynienia. Maryja rzekła jeszcze: „Ponieważ Anioł powiedział ci, że nasz Bóg uczynił światu wielkie dobrodziejstwo, powinniśmy podziękować Mu za to […] także w imieniu całego świata, bo kto wie, czy jest jeszcze ktoś, kto Mu podziękuje i okaże wdzięczność, zwłaszcza że owo dobrodziejstwo jest zakryte”. Maryja była pełna łaski, nie możemy się więc dziwić, że miała zamysł dziękować Bogu tak mocno, jak powinien podziękować cały rodzaj ludzki.
Dla tych, którzy mają obawy przed wzięciem tej książki do ręki, zaznaczyć trzeba, że otrzymała ona imprimatur i nihil obstat. W te objawienia prywatne można wierzyć tak, jak się wierzy świadectwom wiary i po ludzku ufa się ich autorom. Sama Cecylia w innych pismach pokazuje, jak pokorną i godną zaufania jest osobą. Któregoś razu, kontemplując tajemnicę narodzenia Jezusa, poczuła przynaglenie ofiarowania Mu swojego serca, aby On „zechciał uczynić z niego miejsce swojego odpoczynku”. Pisała: „O Panie, nie potrafię myśleć o niewdzięczności okazanej Ci przez tych, którzy Tobą wzgardzili, nie zalewając się przy tym łzami boleści”.