Doświadczyłam miłosierdzia od Matki Bożej z Pompejów

Photo of author

Autor: Redakcja

Chciałabym opowiedzieć Wam historię, która wydarzyła się kilka lat temu w moim życiu. Doświadczyłam wówczas ogromnego miłosierdzia od Matki Bożej z Pompejów.

Iris z obrazem Matki Bożej Pompejańskiej

Iris z obrazem Matki Bożej Pompejańskiej, © Fot. M. Marth

Kochani Czytelnicy!
91% artykułów na naszej stronie jest dostępnych bez ograniczeń. Nie znaczy to, że nie istnieją koszty ich przygotowania i publikacji. Będziemy wdzięczni za zaprenumerowanie naszego czasopisma albo wsparcie naszej Fundacji. Dziękujemy za zrozumienie.
Redakcja

Chciałabym opowiedzieć Wam historię, która wydarzyła się kilka lat temu w moim życiu. Doświadczyłam wówczas ogromnego miłosierdzia od Matki Bożej z Pompejów.

Od kilkunastu lat mieszkam z rodziną w południowych Niemczech, nad Jeziorem Bodeńskim. W 2014 roku wraz z mężem Oliverem zostaliśmy rodzicami Iris. Mój mąż oraz ja jesteśmy osobami wierzącymi, wychowujemy nasze dziecko w wierze chrześcijańskiej. Od lat słyszałam o nowennie pompejańskiej, jednak nigdy nie odmawialiśmy tej modlitwy.

Iris rozwijała się bardzo dobrze, we wrześniu 2020 roku poszła z radością do szkoły, do pierwszej klasy. Niestety po kilku tygodniach zachorowała. Początkowo było to przeziębienie, zapalenie oskrzeli, później podejrzenie anemii. Niby nic skomplikowanego, jednak dziecko nie było w stanie uczestniczyć w zajęciach szkolnych z powodu osłabienia, bólu głowy i temperatury. Dalsze badania wykazały podejrzenie białaczki. Kolejne nie potwierdzały jednak tej diagnozy. Było podejrzenie jakiegoś wirusa i w szpitalu dziecięcym dobrano lekarstwa. Po kilku dniach stan Iris był lepszy. Był to akurat czas pandemii i także nasza niemiecka szkoła została w grudniu na kilka miesięcy zamknięta. Przyjechałyśmy więc z Iris do Polski, do moich rodziców, na święta. Był to bardzo trudny czas. Mój tata kilka miesięcy wcześniej ciężko zachorował, więc miałam okazję opiekować się chorym ojcem. W lutym niespodziewanie zmarła moja mama. Było to 15 lutego. Już w dniu pogrzebu moje dziecko było tak osłabione, że niemal bezpośrednio z cmentarza udałyśmy się do pierwszego szpitala przygranicznego po niemieckiej stronie – było to w Schwedt.

W sercu modliłam się, aby był to tylko jakiś kolejny wirus lub odwodnienie organizmu, lekarzom nawet nie chciałam wspominać o wcześniejszych diagnozach. Jednak Opatrz­ność Boża czuwała nad nami. Lekarz, ordynator oddziału dziecięcego, był wybitnym onkologiem dziecięcym i w bardzo krótkim czasie zorientował się, że jest to coś poważniejszego. Tym razem osobiście nadzorował badania diagnosty­czne, kilkakrotnie dokonywał pun­kcji szpiku i wysyłał krew do ró­ż­nych instytutów do badania. Przez ponad dwa miesiące przebywałyśmy w szpitalu, trwały badania, dziecko było coraz słabsze, pojawiały się kolejne niepokojące objawy.

Pod koniec kwietnia wyniki badań wskazywały jednoznacznie na rzadką chorobę szpiku kostnego – zespół mielodysplastyczny. Pojawiła się też białaczka. W tym czasie u Iris wystąpiła dodatkowo sepsa oraz zakrzepica żył zatokowych. Jej stan był już na tyle poważny, że zostałyśmy helikopterem przetransportowane do szpitala klinicznego w Greifswaldzie.

W międzyczasie byłam bardzo zaniepokojona tą sytuacją. Lekarze poinformowali nas o konieczności przeszczepu komórek macierzystych – był to jedyny ratunek dla Iris. Jednak ze względu na jej stan zdrowia, skomplikowany w tamtym momencie, nie był on możliwy i musiał zostać przesunięty. Oczywiście można sobie wyobrazić, co odczuwaliśmy w tamtym czasie.

Wraz z mężem podjęliśmy się modlitwy nowenną pompejańską. Słyszałam już wtedy o wielu łaskach i cu­dach, jakich dokonuje Matka Boża za wstawiennictwem modlitwy różańcowej. Zaufałam Maryi, powiem nawet, że zaufałam bez reszty Maryi. Prosiłam wtedy moich znajomych i przyjaciół, zaprzyjaźnionych księży o modlitwę.

Fundacja DKMS znalazła dawcę szpiku. Wiedzieliśmy, że był gotowy dojechać w każde miejsce i nawet zmiana terminu przeszczepu została przez niego zaakceptowana. Przez cały czas trwania intensywnego leczenia Iris odmawialiśmy nieustannie nowennę pompejańską. Ja wraz z mężem oraz nasi przyjaciele zorganizowaliśmy się i kilka grup modliło się nieustannie o uzdrowienie Iris z choroby.

Od pierwszego pobytu w szpitalu towarzyszył nam Michał Archanioł – mała figurka, którą Iris otrzymała, gdy poszła do szkoły, aby jej bronił. Stale go prosiłam, aby czuwał nad leczeniem Iris, aby lekarze dobrali dobre lekarstwa, a pielęgniarki nie pomyliły się w dozowaniu. Ponad pół roku spędziliśmy w szpitalu, przez większość tego czasu moje dziecko ogromnie cierpiało. Ból, którego doznawała, był ogromny. Maksymalne dawki morfiny nie potrafiły uśmierzyć jej cierpienia. Przeszczep, który musiała mieć moja córka, był jednym z najpoważniejszych, jakich dokonuje się obecnie w medycynie. Tu było bardzo łatwo pomylić się z tymi lekami, a byłam świadoma, jak ważne są te kroplówki. Lekarze poinformowali nas, że nadejdzie bardzo trudny czas, kiedy nowe komórki zaczną się „przyjmować” i produkować już zdrową krew – wtedy będzie to bardzo trudny czas dla organizmu Iris.

Wówczas jako rodzice nie zdawaliśmy sobie zupełnie sprawy, jak poważnie chore było nasze jedyne ukochane dziecko i że jej życie wisiało na włosku. Był 15 sierpnia, kiedy (już po przeszczepie) stan Iris był ciężki i nadszedł moment, kiedy dziecko, leżąc na OIOM-ie, dostało ataku: serce przestało bić, przestała oddychać i lekarze zaczęli Iris reanimować. Trzymałam na rękach dziecko, które odchodziło, umierało. Był to moment, kiedy uświadomiłam sobie, że to koniec, że Pan Bóg zabierze mi to, co miałam najcenniejsze…

Myślę, że był to czas wielkiej próby mojej wiary w Boga, próba tego, czy przyjmę wolę Bożą. Powiedziałam w jednej chwili: jeżeli to jest Twoja wola, to proszę, zabierz moje dziecko, ale jeśli ratujesz jej życie i jeśli Maryja, która dzisiaj wstępuje do nieba, nie zabierze mojej Iris tam ze sobą, to obiecuję Ci, Panie, że całe życie będę wraz z moim dzieckiem opowiadać o tym cudzie, będziemy ewangelizować i wszystkim opowiadać będę o tym wielkim miłosierdziu, jakie wyświadczyła mi Matka Boża z Pompejów.

Kochani, 15 sierpnia to był dzień, w którym kończyliśmy drugą już nowennę pompejańską. I proszę sobie wyobrazić, że w nocy z 15 na 16 sierpnia stan Iris nagle zaczął się poprawiać. Zaczęła oddychać, zaczęły pracować nerki, serce wróciło do normy, pozostałe parametry poprawiły się. Dwa dni później Iris usiadła sama na łóżku. Była to zaskakująca wiadomość dla lekarzy, którzy nie spodziewali się tak nagłej zmiany, takiej natychmiastowej poprawy stanu zdrowia.

Ograniczony dostęp

Całość przeczytasz w "Królowej Różańca Świętego". To wydanie jest wciąż dostępne w sprzedaży, dlatego ma ograniczony dostęp. Nasze czasopisma możesz nabyć w cenie już od 2 zł. Zamów i wspieraj różańcowe inicjatywy!


Mogą zainteresować Cię też:

0 0 głosów
Oceń ten tekst
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany