Caroline Lioger

Photo of author

Autor: Bartosz Wojnarowski

Na przedostatni odcinek cyklu o maryjnych mistyczkach przenosimy się do kraju zwanego najstarszą córą Kościoła, czyli do Francji. Nie jest to jednak barwne średniowiecze ani początek barokowego odrodzenia wiary w Boga. Jesteśmy w roku 1825, jest środek pierwszej rewolucji przemysłowej. W rodzinie robotniczej rodzi się Caroline Lioger, a jej dziecięca wada kręgosłupa – w obliczu ówczesnych standardów piękna – sprawia, że zostaje opuszczona przez rodziców w wieku zaledwie sześciu lat. To jednak dopiero początek jej życia. Nawet z tej traumy Bóg potrafił wyprowadzić wielkie dobro.

Caroline Lioger

Caroline Lioger, © Fot. arch. red.

Kochani Czytelnicy!
91% artykułów na naszej stronie jest dostępnych bez ograniczeń. Nie znaczy to, że nie istnieją koszty ich przygotowania i publikacji. Będziemy wdzięczni za zaprenumerowanie naszego czasopisma albo wsparcie naszej Fundacji. Dziękujemy za zrozumienie.
Redakcja

Na przedostatni odcinek cyklu o maryjnych mistyczkach przenosimy się do kraju zwanego najstarszą córą Kościoła, czyli do Francji. Nie jest to jednak barwne średniowiecze ani początek barokowego odrodzenia wiary w Boga. Jesteśmy w roku 1825, jest środek pierwszej rewolucji przemysłowej. W rodzinie robotniczej rodzi się Caroline Lioger, a jej dziecięca wada kręgosłupa – w obliczu ówczesnych standardów piękna – sprawia, że zostaje opuszczona przez rodziców w wieku zaledwie sześciu lat. To jednak dopiero początek jej życia. Nawet z tej traumy Bóg potrafił wyprowadzić wielkie dobro.

Ale o tym za chwilę. Caroline Lioger to kolejna z kobiet, które w sposób szczególny, na przestrzeni wieków, urzeczywistniały w sobie mistyczny ideał. Gabriele Roschini, autor zestawienia osiemnastu historycznych postaci zasługujących jego zdaniem na wyróżnienie, był wybitnym mariologiem, a z jego zainteresowania Maryją niejako wypłynęło zainteresowanie duchowością kobiet, i to w jej najdoskonalszym wydaniu. Matkę Bożą postrzegał jako wzór i widział ten rodzaj więzi, którym bogobojne niewiasty wszystkich wieków mogą się poszczycić, czerpawszy z niej nie tylko jak ze wzoru wszelkich cnót, lecz także – a może przede wszystkim – wpatrując się w nią jako przykład duchowego macierzyństwa wszystkich dzieci Kościoła.

 Rozpoznając życiową misję

 Maryjne rozmiłowanie w Chrystusie towarzyszyło również Caroline i to już w tak trudnym przecież dzieciństwie. Mając siedem lat i mieszkając w szkolnym internacie, złożyła śluby czystości. Swoje marzenia wieku nastoletniego wiązała z zakonem (choć otrzymała propozycję małżeństwa), ale ze względu na zdrowie nie było jej łatwo zostać przyjętą gdziekolwiek. Jako czternastolatka musiała zadowolić się mianem tercjarki franciszkańskiej, pozostała więc w laikacie, a przecież znamy ją z historii jako zakonnicę. Ten moment miał jednak duże znaczenie dla kształcenia się jej tożsamości ze względu na przybrane imiona – Maria Weronika, na cześć… tak, tak, innej opisywanej w „Królowej Różańca Świętego” maryjnej mistyczki, Weroniki Giuliani.

Tutaj pojawia się ważny fenomen mistyczny – objawienie, którego doznała Lioger. Ściśle rzecz biorąc, była to wizja Chrystusa demonstrującego jej Najświętsze Serce i zwracającego się z prośbą, której początkowo nie rozumiała: „bądź ofiarą razem ze Mną”. I choć słowo „ofiara” było dla niej nowe, wyjaśniła sobie to tak, że musi zjednoczyć się z Jezusem-Ofiarą za grzeszników i „przyjąć krzyż wraz z całym jego ciężarem, zgodnie z Jego zamysłem i w tym samym celu”. Bóg więc sprawił, że to odrzucenie ze strony zgromadzeń zakonnych nie zdołało przeszkodzić prawdziwej misji Caroline, jaką było założenie nowej wspólnoty dusz konsekrowanych – tak „nowatorsko” brzmiał bowiem charyzmat opisany w wizji przez samego Jezusa. 

 Wypełnić polecenie Jezusa

 Droga do tego celu musiała jednak prowadzić przez cierpienie. Już po zapadnięciu na ciężką chorobę, która miała trwać 7 lat, w 1852 roku francuska mistyczka założyła Stowarzyszenie Ofiar Najświętszego Serca Pana Jezusa, skierowane do ludzi świeckich. Choć nie przetrwało ono próby czasu, imponujące są nazwiska słynnych świętych, którzy współpracowali z organizacją, a byli to m.in. Jan Maria Vianney (proboszcz z Ars) i Piotr Julian Eymard (założyciel Kongregacji Eucharystianów). Również Leon Dehon, założyciel sercanów, pozwolił, by wpłynęła na niego duchowość Najświętszego Serca promowana przez Caroline.

 W 1857 roku doznała cudownego uzdrowienia. Odtąd droga do założenia zakonu dusz ofiarnych była już wolna – krótko po nadprzyrodzonym odpędzeniu choroby uzyskała od biskupa Grenoble zgodę na utworzenie instytutu życia kontemplacyjnego. Wybrała nazwę Siostry Ofiarne Najświętszego Serca Jezusa (dziś są to po prostu Zakonnice Serca Jezusowego, dodają skrót RCJ po nazwisku). I choć pozostają w cieniu Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (sióstr Sacré Coeur), istnieją do dziś.

 Nie wiem, czy ktokolwiek z Czytelników zakładał kiedyś nowy zakon, ale trzeba wiedzieć, że nie jest to szybkie, dynamicznie rozwijające się przedsięwzięcie na wzór współczesnych start-upów. Aby zyskać poparcie dla swojej idei, francuska tercjarka spotkała się z papieżem w Rzymie w roku 1860. Fakt, że czekała aż 10 lat na nadanie statusu instytutu na prawie papieskim, nie jest niczym zaskakującym. Na szczęście dużo wcześniej mogła złożyć swoją wymarzoną profesję zakonną i zrobiła to, przyjmując imię Weroniki od Najświętszego Serca Jezusowego.

Niesztampowa mistyczka

Osobowość Marii Weroniki naznaczana była przez doświadczaną od najmłodszych lat łaskę modlitwy. To na modlitwie doznała przełomowego w swoim życiu objawienia. Jej umiejętność bycia posłuszną i zdolność znoszenia cierpień zdefiniowały drogę, po której biegła ku Bogu. Nie przewodziła nawet swojemu zgromadzeniu zakonnemu – powierzyła to zadanie komuś w rodzaju „bratniej duszy”, księdzu sulpicjaninowi o nazwisku Émile Roux. Nie pozostawiła po sobie pism, co odróżnia ją od „standardowych” mistyków i mistyczek. Przyjmowała swoją rolę jako ogniwa w wielkim łańcuchu łaski, trybiku w maszynie uświęcenia kierowanej przez samego Boga.

Caroline zmarła w miesiącu szczególnej czci Najświętszego Serca Pana Jezusa, w czerwcu 1883 roku. Łoże śmierci zapewnił jej dom zakonny, który sama założyła, w miejscowości Villeneuve-les-Avignon. Proces beatyfikacyjny nie zakończył się do dziś, natomiast możemy mówić o Marii Weronice jako o Służebnicy Bożej. Była postacią wolną od kontrowersji, toteż brak wyniesienia na ołtarze powinniśmy tłumaczyć raczej niedoprowadzeniem do końca pewnych czynności administracyjnych lub oczekiwaniem na cud za wstawiennictwem Francuzki, a nie wątpliwościami natury etycznej.

Photo of author

Bartosz

Wojnarowski


Mogą zainteresować Cię też:

5 1 głos
Oceń ten tekst
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany