Wyzdrowienie niedołężnej siostry 

Photo of author

Autor: Bartolo Longo

Siostra miłosierdzia Flavia Cilea, niedołężna od dwunastu lat, dochodzi do zdrowia na zakończenie nabożeństwa sobót różańca, wchodząc do sanktuarium w Pompejach.

Bl. Bartolo Longo

Bl. Bartolo Longo

Kochani Czytelnicy!
91% artykułów na naszej stronie jest dostępnych bez ograniczeń. Nie znaczy to, że nie istnieją koszty ich przygotowania i publikacji. Będziemy wdzięczni za zaprenumerowanie naszego czasopisma albo wsparcie naszej Fundacji. Dziękujemy za zrozumienie.
Redakcja

Siostra miłosierdzia Flavia Cilea, niedołężna od dwunastu lat, dochodzi do zdrowia na zakończenie nabożeństwa sobót różańca, wchodząc do sanktuarium w Pompejach.

W 1887 r. Flavia Cilea przebywała w sierocińcu prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia, położonym w miasteczku San Nicola la Strada nieopodal miejscowości Caserta. Była kobietą o wątłej budowie ciała, opadłą z sił w wyniku ciężkiej pracy. We wrześniu wspomnianego roku siostra Flavia doznała silnego bólu w kręgosłupie.

Doktor Luigi Menditto, lekarz zajmujący się chorymi w owej placówce, ujrzawszy ją w tym stanie, przekazał przełożonej generalnej i przełożonej prowincjalnej smutną wiadomość: „Z przykrością muszę was poinformować o tym, że biedna siostra Flavia cierpi na zapalenie rdzenia kręgowego. Jest to straszna choroba, która nie tylko sparaliżuje jej nogi, ale również wpędzi ją do grobu”.

Przełożone, zmartwione i przerażone lekarską diagnozą, uczyniły wszystko to, co miłosierdzie mogło im podpowiedzieć. Lecz próżne okazały się ich wszelkie starania i troskliwa opieka, ponieważ zdrowie siostry Flavii pogarszało się z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, aż w końcu znalazła się w opłakanym stanie. Odwiedził ją nawet słynny profesor Salvatore Tommasi, który stwierdził, że cierpiała na wiążące się z ogromnym cierpieniem zapalenie rdzenia kręgowego i stwardnienie rozsiane, czyli złośliwą i nieuleczalną chorobą.

Zobacz całość w książce:

Rzeczywiście w krótkim czasie biedaczka zaczęła przechodzić niesłychane męczarnie. Cierpiała z powodu ostrego bólu głowy, klatki piersiowej i ramion, a także ciągłych ataków serca, które uległo wielkiemu osłabieniu przez chorobę kręgosłupa. Dolegliwości żołądkowo-jelitowe, a więc nieustanne skurcze brzucha, to kolejne objawy choroby. Krążyło nad nią widmo nagłych napaści oraz codziennie występujących i zaostrzających się objawów chorobowych. W związku z tym lekarz, aby choć trochę uśmierzyć jej ból, musiał uciekać się do podskórnego wstrzykiwania eteru i chininy.

Flavia musiała również dziennie przyjmować wiele zastrzyków morfiny, by złagodzić bolesne skurcze. Była tak przytłoczona bezustannym cierpieniem, tak otumaniona przez wstrzykiwane środki znieczulające i przez ciągłe uczucie głodu spowodowane kompletnym brakiem apetytu i problemami trawiennymi, że w stanie półprzytomności nie miała siły mówić ani nawet sformułować jakiejkolwiek myśli. Jakby tego było mało, niedowład kończyn dolnych nie pozwalał jej na utrzymanie się na nogach, nie mówiąc o zrobieniu choć jednego kroku.

Cała rodzina i wiele sióstr miłosierdzia modliło się żarliwie do Serca Jezusa, Matki Bożej, św. Józefa, założyciela szarytek św. Wincentego à Paulo, a także do dziewicy i męczenniczki św. Filomeny. Lecz Pan nie raczył wysłuchać ich próśb. Co więcej, pewnego dnia z powodu niewydolności serca Flavię uznano za tak bliską śmierci, że udzielono jej opieki religijnej.

W miasteczku San Nicola la Strada nie wiedziano jeszcze o nowo powstałym dziele w Pompejach, czyli o założeniu sanktuarium ku czci Najświętszej Dziewicy Różańca Świętego. Tamtejsza ludność nie znała historii cudownych uzdrowień mających miejsce za sprawą naszej wspólnej, potężnej Matki. Dlatego też nie oddawano tam czci cudotwórczej Pannie Różańcowej z Pompejów. Jednak pewnego dnia Maria Vincenza Palmieri, jedna z dobrych i prostych sióstr miłosierdzia, opowiedziała swoim współsiostrom, że śniła jej się Najświętsza Dziewica Różańca Świętego, która wszedłszy do pokoju siostry Flavii i zbliżywszy się do jej łóżka, tak zwróciła się do niedołężnej: „Módl się i zaufaj mi, a wyzdrowiejesz”.

Usłyszawszy tę opowieść, siostra Flavia, przeczuwając zbliżającą się śmierć, odpowiedziała siostrze Palmieri i innym obecnym: „Drogie siostry, oszukujecie same siebie. Dziewica pragnie zabrać mnie ze sobą… Wkrótce muszę odejść”.

Niedługo później, najpewniej za sprawą Opatrzności, do miasteczka dotarł egzemplarz czasopisma „Różaniec i Nowe Pompeje”. Natychmiast trafił on do rąk Flavii, która przystąpiła do lektury z ogromnym zaciekawieniem. Był to numer czasopisma opowiadający o niezwykłym cudzie, doświadczonym 8 maja 1884 r. przez Fortunatinę Agrelli z Neapolu. Opisywano w nim, jak to Najświętsza Dziewica Różańca Świętego, ukazując się umierającej, młodej neapolitance, nauczyła ją sposobu na wyproszenie łask, mianowicie poprzez codzienne odmawianie trzech nowenn ku jej czci razem z piętnastoma dziesiątkami różańca, a potem trzech nowenn dziękczynnych.

Zdumienie było pierwszym wrażeniem siostry Flavii. Nikła nadzieja skłoniła ją – biorąc pod uwagę jej stan – do możliwie jak najżarliwszej modlitwy. I zaczęła odmawiać pierwszą nowennę, później drugą i trzecią, nie zapominając o codziennych dziesiątkach różańca, a wszystko zgodnie z zaleceniem danym Fortunatinie Agrelli przez Najświętszą Dziewicę.

Spowiednik tamtejszej wspól­noty, wielebny kanonik don Raffaele Michitto, nakłaniał Flavię, by trwała przy modlitwie do Matki Bożej Pompejańskiej i by pokładała w niej ufność. Lecz Pan, w celu tylko Jemu znanym, nie zechciał jej wysłuchać. Ponadto jej stan tak się pogorszył, że w kwietniu 1887 r. zachorowała na zapalenie opon mózgowo­-rdzeniowych i cierpiała z powodu potwornego bólu nóg z silny­mi skurczami, a paraliż zwiastował rychłą katastrofę. Ponownie udzielono jej sakramentów, tym razem również ostatniego namaszczenia.

Jednakże niczym iskra w du­szy siostry Flavii żywa pozostawała wiara w to, że za sprawą Mat­ki Bożej Pompejańskiej otrzy­ma nowe życie. Rzeczywiście, po otrzymaniu sakramentu ostatniego namaszczenia nieco powróciły jej siły i – najlepiej jak mogła – zaczęła żarliwie praktykować tak bliskie sercu Matki Bożej Pompejańskiej nabożeństwo piętnastu sobót różańcowych, podczas gdy nieprzerwanie odmawiała nowenny błagalne o zesłanie łask w przypadkach beznadziejnych.

Nadzieja się spełniła. Po zakończeniu nabożeństwa sobót jej stan się polepszył. Lecz Królowa Różańca, która rozbiła swój namiot pokoju i miłosierdzia w Pompejach, nie udzieliła jej łaski w pełni na koniec wspomnianego nabożeństwa. Pragnęła nagrodzić wiarę i wytrwałość owej szarytki właśnie tam, w poświęconym jej miejscu, w sanktuarium jej miłosierdzia. Zatem siostra Flavia, będąc już w takim stanie, że mogła wstać z łóżka, ale na chodzenie było jeszcze za wcześnie, serdecznie poprosiła przełożoną generalną, by ta posłała ją w odwiedziny do Najświętszej Dziewicy do świątyni w Pompejach. Jednak ani przełożona, ani lekarz jej na to nie pozwolili z obawy o tak długą podróż. Posłano ją więc do miejscowości uzdrowiskowej o nazwie Portici, gdzie znajdowały się ośrodki kąpielowe i przebywały inne siostry ze szkoły zakonnej.

Podczas pobytu pewnego dnia nieoczekiwanie przełożona generalna rzekła do niej: „Siostro Flavio, możesz udać się do Pompejów”. Dwie siostry posadziły ją na krzesło, wsadziły do zamkniętego powozu i dowiozły do upragnionego sanktuarium. Nie posiadając się z radości i zachowując wciąż rosnącą ufność, iż otrzyma pożądaną łaskę, nieustannie modliła się podczas podróży do Matki Bożej Różańcowej. Dotarłszy do upragnionego miejsca, zeszła z powozu i podtrzymywana przez dwie towarzyszące jej siostry przekroczyła próg kościoła. I wydarzył się cud! Weszła do owej Świętej Arki, w której Bóg dokonywał uzdrowień niczym w jerozolimskiej sadzawce. Obeszła całą świątynię wzdłuż i wszerz, nie odczuwając przy tym żadnego bólu czy zmęczenia. Następnie położyła się na ziemi, ze łzami w oczach oddała cześć Matce Najświętszej i przyjęła komunię. Wówczas dręcząca ją aż od dwunastu lat przewlekła i uporczywa choroba ustąpiła. I od tamtej chwili poczęła okazywać najszczerszą wdzięczność czcigodnej Królowej Różańca Świętego z Pompejów. Powróciwszy do Portici, ku zdziwieniu sióstr o własnych siłach pokonała bardzo długie schody. Wszystkie płakały z radości, wychwalając potęgę i dobroć Maryi.

Dwa miesiące później siostra Flavia, o której można powiedzieć, że odzyskała pełnię życia, wróciła do San Nicola la Strada. Jakże miła niespodzianka spotkała przełożoną generalną, współsiostry, przełożoną prowincjalną, cały sierociniec i wszystkie inne osoby, które ujrzały Flavię stawiającą kroki po aż dwunastu latach! Cudowne uzdrowienie wywołało nie mniejsze zdumienie u biskupa Caserty, mons. Errico dei Marchesi De Rossiego, który zechciał poświadczyć świadectwo napisane własnoręcznie przez odrodzoną siostrę Flavię i następnie wysłane do założyciela i redaktora naczelnego czasopisma „Różaniec i Nowe Pompeje” Bartola Longo.

Dziś każdy, kto widzi siostrę Flavię spacerującą i tętniącą życiem, słyszy jej czysty i donośny śpiew oraz dostrzega, że ma zupełnie inne podejście do życia niż przed chorobą, nie może nie przyznać, iż dokonał się cud. Uzdrowiona szarytka wyznaje publicznie, że ma ogromny dług wdzięczności wobec naszej potężnej Królowej Różańca Świętego z Pompejów za udzieloną łaskę.

Historię tego niezwykłego wydarzenia opublikowano w czasopiśmie „Różaniec i Nowe Pompeje”, załączając świadectwa i podpisy przełożonej generalnej sióstr miłosierdzia Angeliki Cerri, spowiednika don Raffaele Michitto, a także świadectwo biskupa Errico dei Marchesi de Rossiego. Nie zabrakło również świadectwa doktora Luigiego Menditto, które brzmi następująco:

„Niniejszym oświadczam, że przez okres dwunastu lat opiekowałem się przykutą do łoża siostrą miłosierdzia Flavią Cileą, przebywającą wówczas w szkole zakonnej w miejscowości San Nicola la Strada w prowincji Terra di Lavoro. Cierpiała ona na zapalenie rdzenia kręgowego ze stwardnieniem rozsianym, co również poświadczyli prof. Salvatore Tommasi i dr Gaetano Paolucci. Ten ostatni postawił dość nieszczęsną diagnozę, skazując pacjentkę na pewną śmierć. Sięgnięto po wszelkie dostępne środki, próbowano wszelkich metod leczniczych mających zatrzymać ów śmiertelny proces, lecz wszystko to nadaremnie. Ku zdumieniu wszystkich, bez udziału lekarstw, w cudowny sposób ozdrowiała! Na dzień dzisiejszy pełni swoje obowiązki religijne i edukacyjne, a nawet podróżuje, jeśli otrzyma takie polecenie. Powróciła ona do zdrowia nie za sprawą nauki, na dowód czego wydaję niniejsze oświadczenie na prośbę Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia.”

Caserta, 15 sierpnia 1889 r., dr Luigi Menditto

Bartolo Longo

Photo of author

Bartolo

Longo

Doktor prawa, adwokat, społecznik, członek trzeciego zakonu dominikańskiego, założyciel sanktuarium w Pompejach i Miasta Miłości.

Mogą zainteresować Cię też:

0 0 głosów
Oceń ten tekst
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments