Wilno

Photo of author

Autor: Marek Woś

W naszej redakcji staramy się zachowywać zwyczaj, że zanim opiszemy jakieś sanktuarium czy miejsce święte, najpierw jedziemy tam osobiście. Chcemy dotknąć murów, poczuć atmosferę, zobaczyć wystrój, ołtarze, obrazy, a także spojrzeć na dane miejsce oczami tych, którzy tam mieszkają. Jedziemy też jako pielgrzymi, aby w świętych miejscach zawierzyć Bogu swoje sprawy.

Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Władysława

Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Władysława, © Fot. M. Woś

Kochani Czytelnicy!
91% artykułów na naszej stronie jest dostępnych bez ograniczeń. Nie znaczy to, że nie istnieją koszty ich przygotowania i publikacji. Będziemy wdzięczni za zaprenumerowanie naszego czasopisma albo wsparcie naszej Fundacji. Dziękujemy za zrozumienie.
Redakcja

W naszej redakcji staramy się zachowywać zwyczaj, że zanim opiszemy jakieś sanktuarium czy miejsce święte, najpierw jedziemy tam osobiście. Chcemy dotknąć murów, poczuć atmosferę, zobaczyć wystrój, ołtarze, obrazy, a także spojrzeć na dane miejsce oczami tych, którzy tam mieszkają. Jedziemy też jako pielgrzymi, aby w świętych miejscach zawierzyć Bogu swoje sprawy.

W ten sposób odwiedziliśmy i opisaliśmy na naszych łamach dziesiątki świątyń. Szczególnym odkryciem okazała się dla nas wschodnia ściana Polski – obszar niedoceniany, zbyt często pomijany w planowaniu podróży. Tymczasem to, co Polska kryje przy wschodniej granicy, to prawdziwe skarby sakralne i przepiękne miejsca.

Droga na Wschód

Trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno szybciej i wygodniej można było dojechać z Poznania do Berlina czy Monachium niż do Lublina czy Gietrzwałdu. Nasz pierwszy wyjazd do jedynego w Polsce miejsca uznanych objawień Maryi odbył się dopiero przed dekadą. Podróż trwała wówczas aż siedem godzin, a dziś tę samą trasę pokonuje się w cztery. To porównanie dużo mówi o zmianach, jakie zaszły w Polsce przez niespełna dekadę. Polska Wschodnia i Zachodnia stały się sobie bliższe – doceńmy to, planując przyszłe wakacje!

Tamtego roku, wracając z Gietrzwałdu, przemierzyliśmy Polskę z północy na południe, odwiedzając kościoły, parki, pałace. Przepiękne miasta, małe i duże: Święta Lipka, Białystok, Kodeń, Grabarka, Przemyśl, a także Bieszczady – wszystko to wzbudza zachwyt. Wspominam drogę wzdłuż Bugu, gdzie kwitnące łąki wręcz odurzały bogactwem aromatów. Do Polski Wschodniej wróciliśmy jeszcze kilkakrotnie. Wtedy też pojawił się pomysł, aby pojechać dalej, do Wilna. Pragnienie to wracało co roku, lecz udało się je zrealizować dopiero w 2025 roku.

Wybraliśmy się do Wilna rankiem 22 czerwca. Szerokie drogi sprawnie poprowadziły nas w kierunku Suwałk. Ostatnie tankowanie na polskiej stacji, a potem już Litwa. Krajobrazy nieco inne, a jednak swojskie, bliskie sercu. Podróż na Litwę dla każdego Polaka jest podróżą sentymentalną, bo w pamięci każdego Polaka rozbrzmiewają słowa Inwokacji – ten głos tęsknoty Wieszcza za Litwą. „Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych… Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych… Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem… Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem”. To nawiązanie do już mitycznej krainy i czasów dzieciństwa. Podczas podróży na Litwę te słowa wracają i budzą wyobraźnię, każąc sobie zadać pytanie o to, kim jesteśmy, co buduje naszą tożsamość, co scala i buduje nasz naród? 

Jednak niewiele było nam dane oglądać sielskich krajobrazów. Lato tego roku nie należało do pogodnych – okazało się jednym z najzimniejszych od lat. Słońce drżało za ciężkimi chmurami, jakby wstydziło się pokazać. Wjechaliśmy do miasta. Chmurzyska w kolorze stali komponowały się z blokowiskami z czasów komunizmu, o balkonach zabudowanych na najróżniejsze sposoby. Sowieckie bloki z płyty nadają ponury ton architekturze i nie są tym, z czym kojarzy nam się Wilno. Wjazd z tej strony miasta zburzył więc wyidealizowany obraz, jaki ma się w wyobraźni po przeczytaniu „kresowych” lektur.

Wilno przywitało nas temperaturą około 11 stopni. Dobrze, że zabraliśmy puchowe kurtki – chłodny północny wiatr regularnie nas omiatał i wieczorem nie dało się wyjść bez ciepłego ubrania. A jeszcze tego wieczoru wyruszyliśmy na Stare Miasto, aby odczarować pierwsze wrażenia. Kaplica nad Ostrą Bramą była już zamknięta, jednak przez okna, z ulicy, dało się dostrzec kontury tak charakterystycznego wizerunku Maryi. To ciche tchnienie Jej obecności było jak ciepły promień słońca.

Miasto o wielu obliczach

Nasz wieczorny spacer po Starym Mieście przypominał wędrówki po miastach wschodniej Polski: ujrzeliśmy pastelowe kamienice o niezbyt wysokiej zabudowie. Często brukowane ulice pachniały wilgocią po deszczu, lecz były czyste i zadbane – nie tak, jak często widać na zachodzie i południu Europy. Szybko dało się zauważyć, że Wilno jest miastem kontrastów. W pobliżu prostej, drewnianej architektury wznoszą się barokowe budynki i katedry. Nad dachami domów wyrastają smukłe wieże świątyń katolickich, prawosławnych i protestanckich, są też ślady wierzeń starozakonnych. Mieszają się ze sobą gotyk, renesans, barok, klasycyzm – każda epoka pozostawiła tu swój wyraźny ślad. Blisko Starego Miasta zaczyna się dzielnica wieżowców – szklanych domów i drapaczy chmur. To kolejny dowód na to, że miasto wciąż się zmienia, a jego style płyną niczym Wilia, wzdłuż której nabrzeża przechodzimy ze Starego Miasta do nowoczesnej dzielnicy. 

Kolejnego dnia wróciliśmy pod Bramę, by wreszcie stawić się przed wizerunkiem Maryi. Kaplica jest niewielka, mogąca pomieścić jedynie małą grupę pielgrzymów. Jej wnętrze ozdobiono marmurem i zdobieniami, ale cały wystrój niknie w cieniu jednego obrazu, który zdaje się wypełniać całą przestrzeń swoim łagodnym oddziaływaniem.

Maryja ze złożonymi na piersi dłońmi patrzy w dół, nie na nas, lecz na Tego, którego ma przynieść światu. W jej spojrzeniu kryje się macierzyńska łagodność. Jej wzrok jest ciepły, miękki, delikatny. To spojrzenie wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju.

Przez kaplicę raz po raz przechodzą kolejni pielgrzymi. To jedno z najważniejszych miejsc maryjnych w Europie Wschodniej. To tu od stuleci zmierzają wierni, najczęściej z Polski, i jest w tym pewien paradoks, bo przecież Matka Boża Ostrobramska jest przede wszystkim opiekunką ziemi litewskiej. Jest jednak zakotwiczona ta­kże w polskiej pamięci narodowej za sprawą wspólnego dziedzictwa historycznego i duchowego. 

Drugi wspólny element tego dziedzictwa stanowi obraz Jezusa Miłosiernego, przed który kierujemy dalsze kroki. (Piszemy o tym w innym artykule z bieżącego wydania). Dodam tylko, że oba miejsca święte łączy nie tylko wezwanie, lecz też atmosfera szczególnej nabożności i spokoju, która tak często nam umyka w zatłoczonej bazylice jasnogórskiej czy licheńskiej. Trafiamy na czas adoracji Najświętszego Sakramentu. To wymowny znak, abyśmy nie zapominali, co jest tylko obrazem, a Kto jest Istotą naszej wiary.

Ślady Wieszcza

Podczas spaceru brukowanymi wileńskimi uliczkami na myśl przychodzi młody Adam Mickiewicz, który po raz pierwszy stanął w tym mieście w 1815 roku, jako młodzieniec z Nowogródka. Być może wjechał do miasta właśnie południową bramą – Ostrobramską, bo mapa każe wnioskować, że stamtąd kierowała droga od jego rodzinnego Nowogródka. Choć poeta wychował się na prowincji, to Wilno przez niemal dekadę ukształtowało jego umysł, sumienie i wrażliwość. Tu studiował literaturę klasyczną, filozofię, historię, filologię. Tu poznał ludzi, którzy rozbudzili w nim patriotyzm i umiłowanie wolności. Tu napisał i opublikował swoje pierwsze dzieła, które zapewniły mu literacką nieśmiertelność. Tu zakładał Towarzystwo Filomatów, a później Filaretów – tajne stowarzyszenia młodzieży pragnącej uczyć się i rozwijać, aby bronić swojej tożsamości na ziemi deptanej rosyjskim butem i smaganej carskim batem.

Po zdemaskowaniu Towarzystwa Filaretów Mickiewicz został osadzony w klasztorze bazylianów. Otrzymał wyrok zesłania do Rosji, stosunkowo łagodny jak na realia epoki, gdyż wielu takich jak on młodzieńców Rosjanie wysłali wprost na Sybir. Idąc śladami Mickiewicza, nie sposób nie udać się do miejsc znanych z „Dziadów”, np. do klasztoru bazylianów, co okazało się doświadczeniem nieporównywalnym z żadną szkolną lekcją. Cela Konrada budzi emocje i wspomnienia dzieła, które kształtuje polską świadomość. Tablica ze słynną tablicą „Tu narodził się Konrad” przemawia chyba do każdego Polaka. Warto stanąć w tym miejscu, by skonfrontować wyobraźnię z rzeczywistością. Choć poemat został spisany w 1832 roku w Dreźnie, stanowi zapis tragicznych wydarzeń, jakie rozgrywały się w Wilnie niespełna dekadę wcześniej.

Soleczniki

Kolejny dzień przyniósł niespodziankę, ponieważ okazało się, że 24 czerwca na Litwie przypada święto narodowe i niemal wszystko jest zamknięte. Dowiadujemy się o lokalnej tradycji nocy świętojańskiej, poszukiwaniach kwiatu paproci, skakaniu przez ogniska, lecz pogoda odbiera nam możliwość przyjrzenia się temu z bliska – wieczorem pada zimny deszcz i wieje przenikliwy wiatr. Wcześniej, w południe, wybieramy się na wycieczkę do miasta Soleczniki, położonego kilkadziesiąt kilometrów na południe od Wilna. To jedna z tych miejscowości na Wileńszczyźnie, które od pokoleń są ostoją polskości. Znajdujemy tam pomnik Adama Mickiewicza, po czym spacerujemy po miasteczku, które w ten świąteczny dzień sprawia wrażenie niemal zupełnie wyludnionego. Udajemy się pod kościół, z którym związana jest II i IV część „Dziadów”. To w tym miejscu Mickiewicz obserwował dawne obrzędy, uwiecznione później w poematach z 1823 roku. 

Soleczniki podobno zwane są „Małą Polską”. To jedno z tych miejsc, w których większość mieszkańców (około 80% populacji) stanowią Polacy. Cóż za paradoks – jedyna spotkana osoba, u której kupowaliśmy czereśnie, mówiła wyłącznie po rosyjsku. Nadzieje na wsłuchanie się w tak przyjemną dla ucha polską mowę wschodnią spłynęły niczym woda w Solczy, której wody wypełniają spory staw. W pobliżu stoi okazały dwór z parkiem, dziś mieszczący szkołę muzyczną. Wokół miasteczka rozrzucone są pagórki, lasy, pola i łąki. 

Troki 

Drugą część dnia postanawiamy spędzić w Trokach, gdzie znajduje się monumentalny zamek, a właściwie kompleks średniowiecznych budynków, które wyłaniają się z tafli jeziora Galvė. Do wyspy prowadzi długi, drewniany pomost. Zwiedzamy dziedzińce i komnaty pełne eksponatów. Zamek w Trokach zaczął powstawać pod koniec XIV wieku z inicjatywy księcia Kiejstuta, jednego z najpotężniejszych władców Litwy. Od początku miał charakter obronny zachodnich podejść do Wilna. Był sukcesywnie rozbudowywany za panowania Witolda i szybko nabrał cech okazałej rezydencji. Tu książę przyjmował gości i wydawał okazałe przyjęcia. Tryumf pod Grunwaldem i rozszerzanie granic powodowały, że Troki przestały pełnić funkcję fortecy obronnej. W kolejnych wiekach wskutek najazdów Moskali i Szwedów, jak również lokalnych konfliktów, zamek popadł w zniszczenie. Od stu lat trwa jego rekonstrukcja i przywracanie pamięci tego symbolu świetności Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Powrót do Ostrej Bramy

25 czerwca wracam już sam do Ostrej Bramy, aby umówić się z księdzem rektorem na rozmowę i przede wszystkim być na polskiej mszy świętej przed ostrobramskim obrazem. Niewielki rozmiar kaplicy sprawia, że stoi się tuż obok księży sprawujących Najświętszą Ofiarę, ledwie parę kroków od ołtarza. Potęguje to duchowe przeżycia, których nie sposób opisać. W kaplicy rozbrzmiewa piękna polszczyzna, słucham nieznanych mi dotąd pieśni. Po nabożeństwie staję w kolejce do kancelarii parafialnej, widząc, z jaką życzliwością i troską ksiądz proboszcz przyjmuje starsze petentki. W końcu i nam udaje się chwilę porozmawiać – czego owocem jest wywiad zamieszczony w bieżącym wydaniu „Królowej Różańca Świętego”. 

Ograniczony dostęp

Całość przeczytasz w "Królowej Różańca Świętego". To wydanie jest wciąż dostępne w sprzedaży, dlatego ma ograniczony dostęp. Nasze czasopisma możesz nabyć w cenie już od 2 zł. Zamów i wspieraj różańcowe inicjatywy!

Photo of author

Marek

Woś

Redaktor naczelny, polonista, filmoznawca, edytor, ekonomista i wydawca.

Mogą zainteresować Cię też:

0 0 głosów
Oceń ten tekst
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments