W codziennym życiu nie mamy zbyt dużo czasu na modlitwę. Jesteśmy zabiegani i trudno nam przystanąć choć na chwilę, by się skupić i pomodlić, a o odmawianiu różańca czy nowenny pompejańskiej raczej możemy pomarzyć. Zewsząd bombarduje nas hałas i szum medialny, uniemożliwiający skupienie i modlitwę. Często zamiast się pomodlić, wolimy oglądać ulubione seriale czy wiadomości w telewizji lub godzinami przeglądamy strony internetowe i portale społecznościowe, zapominając o Bogu. Dopiero gdy spotyka nas jakieś nieszczęście, przypominamy sobie o Nim i zaczynamy się modlić do Niego albo przeciw Niemu bluźnić, winiąc Go za całe zło tego świata.
Nie byłoby tak, gdybyśmy zachowali naturalną więź z Bogiem. Żeby ją odnowić, trzeba co jakiś czas wyruszyć na pielgrzymi szlak. Trzeba się oderwać od tego codziennego, wygodnego życia, przez które zamiast być Mu bezgranicznie wdzięcznymi za to, że możemy bezpiecznie żyć, popadamy w konsumpcjonizm i hedonizm, wypierając się Go. Bo gdy wszystko mamy i jest nam dobrze, Bóg przestaje być nam potrzebny do czegokolwiek. Właśnie dlatego trzeba co jakiś czas uciec od bezpiecznego życia, porzucić wszystko, co mamy, i najlepiej samotnie wyruszyć na pielgrzymi szlak, na którym na nowo odnajdziemy Boga, o którym zapomnieliśmy. Tylko wtedy, gdy porzucimy nasze bezpieczne, codzienne życie, będziemy znowu Go potrzebować, będziemy chcieli spotkać się z Nim twarzą w twarz, przez cierpienie, zmęczenie, niewygody i niebezpieczeństwa. Tylko mając styczność z pięknem świata, który On stworzył, będziemy w stanie podziwiać Jego wielkość i zrozumieć, że On jest naszym Panem. Podziwiając wschody i zachody Słońca i gwiazdy świecące na nieboskłonie, możemy poznać wielkość Stwórcy, o którym zapomnieliśmy, żyjąc w domach z betonu. Gdy przeżyjemy gwałtowne burze i wichury, które wzbudzą w nas trwogę, wtedy poznamy, kto jest naszym Bogiem. Kiedy wystawimy się na działanie Opatrzności Bożej, wtedy poczujemy Jej siłę.
Czyste serce i różaniec

W licznych moich pielgrzymkach, na które wyruszałem z mojego domu w daleki świat, zawsze towarzyszyły mi dwie rzeczy, które były niezbędne: czyste serce i różaniec. Oczywiście zabierałem plecak, a do niego pakowałem namiot, śpiwór i rzeczy potrzebne na drogę oraz jedzenie, mapy, aparat, ręcznik, przybory toaletowe, latarkę itp. Ale zawsze różaniec był najważniejszy, bez niego pielgrzymowanie byłoby bardzo trudne albo wręcz niemożliwe. To różaniec pomagał mi, gdy byłem zmęczony, wszystko mnie bolało i miałem już dość. To on pozwalał mi przez swoje tajemnice zjednoczyć się z cierpiącym Chrystusem i Jego Matką i współcierpiąc z Nimi, zrozumieć sens cierpienia i godzić się z nim, tak jak Oni się godzili.
To z Maryją przyjmującą radość Zwiastowania Anielskiego w pierwszej Tajemnicy Radosnej mówiłem: ,,Niech się stanie”, przyjmując radość z pielgrzymowania, jednak wiedząc, że jest ona również związana z cierpieniem. Następnie łączyłem się z Matką Chrystusa zdążającą do Elżbiety, do której wiedzie daleka droga, związana z trudem i zmęczeniem na pielgrzymim szlaku. Później tułałem się po wieczornym Betlejem z Maryją i Józefem, którzy nie mogli znaleźć dachu nad głową, by w końcu schronić się w grocie. Ile razy tak jak Oni się błąkałem, szukając noclegu, gdy zapadał już zmrok i padał deszcz, by w końcu znaleźć starą szopę lub opuszczony szałas?
Ile razy czułem radość z przebywania w świątyni, gdy w końcu udało mi się odnaleźć ją otwartą w miastach na zachodzie Europy? Ile razy zgubiłem drogę, tak jak Maryja zgubiła Jezusa, i nie wiedziałem dokąd iść, by w końcu ją odnaleźć, tak jak Maryja odnalazła Go w Świątyni Jerozolimskiej? Ile razy, tak jak On, bałem się tego, co mnie czeka, i modliłem się, by Bóg oddalił ode mnie ten kielich, tak jak On w Ogrodzie Oliwnym, modląc się przed swoją męką? Ile razy byłem jak On, opluwany, wyzywany i wyśmiewany, bo ludzie nie rozumieją sensu pielgrzymowania? Ile razy czułem piekący ból stóp i kręgosłupa, jakby ktoś mnie biczował? Ile razy czułem ból pleców spowodowany ciężarem plecaka, jakbym dźwigał krzyż razem z Nim? Ile razy miałem twarz spaloną słońcem i czułem wielkie pragnienie, tak jak On na krzyżu? Ile razy czułem straszną samotność, tak jak On, gdy wołał: ,,Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił”? Ile razy myślałem, że to już koniec i że wykonało się, tak jak u Niego, gdy już doszedłem na miejsce i padałem ze zmęczenia, pewien, że za chwilę umrę i pęknie mi serce, jak starożytnemu Maratończykowi, gdy dobiegł do celu? To wszystko, by w końcu czuć chwałę Zmartwychwstania, Wniebowstąpienia i Zesłania Ducha Świętego, gdy już jest po i wszystko się udało; i tylko łzy radości kapią z moich oczu na posadzkę, gdy klęczę po przyjęciu komunii tam, gdzie doszedłem.
Dzięki różańcowi
To dzięki różańcowi wszystko mnie spotykało. Dzięki różańcowi i jego tajemnicom można łączyć się z Chrystusem i Maryją i czuć to, co Oni czuli, i dzięki temu pokonywać wszystkie trudności, przeciwności, upokorzenia i cierpienia. To dzięki różańcowi można pokonać egzystencjalny strach, ból istnienia i pustkę samotności, które towarzyszą nam każdego dnia, a które próbujemy w sobie zagłuszyć różnymi sposobami, jednak w końcu okazują się one bezskuteczne i ostatecznie popadamy w rozpacz, z której tylko Bóg może nas wyciągnąć. Dzięki różańcowi możemy się spotkać twarzą w twarz z Jezusem i Maryją. Samotna pielgrzymka sprzyja odmawianiu różańca i kontemplowaniu jego tajemnic, nic wtedy nie zaprząta naszych myśli i nie odrywa nas od Boga. Kiedy wystawiamy się na działanie Jego Opatrzności i pozwalamy Mu, by prowadził nas, jak Ojciec prowadzi dziecko, które Mu bezgranicznie ufa.
Kiedy idę brzegiem wzburzonego morza, spokojnymi polnymi czy ruchliwymi drogami szybkiego ruchu, gdzie w każdej chwili może mnie coś rozjechać, On mnie prowadzi i strzeże. Gdy jestem głodny i spragniony, to On zsyła kogoś, kto mnie nakarmi i napoi, lub dzięki Niemu znajduję źródło wody. Gdy gorące słońce pali moją twarz, On daje mi lekki powiew wiatru lub wieczorny chłód i ukojenie. Gdy szaleje dzika burza, zsyła starą, zapomnianą przyczepę kempingową, w której znajduję schronienie. Gdy idę przez Alpy i noce są zimne, każdego wieczora, gdy kończę różaniec, znajduję szałas z sianem lub starą szopę, w której mogę spokojnie przespać noc, by znów następnego dnia wyruszyć w drogę. Dlaczego to dzieje się akurat, gdy kończę tę modlitwę? Dlaczego w Bośni, kiedy wychodzę z lasu, w którym właśnie spałem w namiocie, a na pniach drzew wiszą tablice z napisem: ,,Uwaga miny!”, które informują o zagrożeniu, nie nadepnąłem na żadną z nich? Wiem, że to dzięki tej modlitwie i opiece Opatrzności Bożej.
To dzięki różańcowi nie bałem się iść nocami przez dzikie lasy i spać w deszczowe noce na cmentarzach pod zadaszonymi kaplicami albo w nawiedzonych, starych budynkach. Bo gdy zaczynałem go odmawiać, wszelki strach mijał, a złe duchy uciekały.
Czasami rodzina, przyjaciele, znajomi czy przypadkowi ludzie, których spotykałem na mej drodze, prosili mnie o modlitwę w różnych intencjach. Idąc, odmawiałem różaniec i prosiłem właśnie o to, i zwykle moje prośby były wysłuchiwane, chociaż czasami z różnym skutkiem. Kiedyś, idąc na Górę Athos, modliłem się o zdrowie znajomej chorej na raka i właśnie w dniu, w którym akurat skończyłem nowennę pompejańską w jej intencji, dostałem telefon, że właśnie zmarła. Może Bóg miał względem niej inne plany, że zamiast dać jej uzdrowienie, zabrał ją do siebie. W każdym razie jej cierpienia skończyły się akurat, gdy skończyła się nowenna. Wraz ze śmiercią wszystko przestało jej dolegać. To, że akurat odmawiałem za nią nowennę, pomogło mi się z tym pogodzić. W innych przypadkach osoby, za które się modliłem, wracały do pełnego zdrowia.
Modliłem się również na różańcu za tych, którzy mi pomagają na moich pielgrzymich drogach. Wierzę, że za pomoc i okazane mi dobro Bóg obdarza ich swoimi łaskami. Nawet, jeśli są niewierzący lub są np. muzułmanami, którzy mi często pomagali. Bóg kocha wszystkich i, jak mówią oni, jest jak powietrze, którym wszyscy oddychamy; to dzięki Niemu wszyscy istniejemy, On i Jego miłość wypełnia sobą wszystko. Można to zrozumieć, jeśli chwycimy za różaniec; wtedy osiągniemy pokój serca i łatwiej będzie nam żyć i umierać na Jego Chwałę. Dzięki różańcowi możemy pokonać wszystkie trudności i godzić się z wolą Bożą, obojętnie jaka by była.
