W malowniczej Italii, na jednej ze stu osiemnastu wysp Laguny Weneckiej stoi kościół maryjny. Od razu zwraca uwagę, choć nie swoją doskonałą i wyważoną kompozycją, ale… wyraźnym przechyleniem. Osiadanie gruntu jest w tych okolicach normalne, bo chociaż tutejsze klasztory i świątynie konstruowano tak, by przetrwały wieki, ich fundamenty były narażone na ciągłą wilgoć i przemianę piasku w niestabilne błoto. Wspomniany kościół nie jest więc w tym wyjątkowy. Więcej chwały dostarcza mu bycie ściśle związanym z jedną z osiemnastu maryjnych mistyczek wszech czasów, Marią Archanielą Biondini.
Właśnie osiemnaście mistyczek wskazał w swoim wykazie największy mariolog XX wieku, Gabriele-Maria Roschini. Żył on w czasach soboru watykańskiego II, który przyniósł przemianę Kościoła na wielu polach. Jednym z nich było dopuszczenie kobiet do studiów teologicznych i swoista nobilitacja ich religijnych dokonań jako wartościowego wkładu w teologiczną tradycję. Samo stworzenie wspomnianej listy mistyczek było także znakiem czasów, zwróceniem uwagi na żeński pierwiastek duchowy wtedy, gdy pojawiły się ku temu dogodne warunki. Postać z dzisiejszego odcinka cyklu tylko potwierdza, że Roschini nie kierował się ziemską chwałą, tudzież popularnością Marii Archanieli jako kryterium swoich wyborów, choć, notabene, należał do męskiej gałęzi tego samego zakonu co ona. Tytułował się identycznym sufiksem OSM, oznaczającym serwitów i serwitki, a zatem wiedział o niej więcej niż przeciętny teolog.
Przyniosła ze sobą reformę

Urodziła się we wspomnienie narodzin św. Jana Chrzciciela, na greckiej dziś wyspie Korfu, należącej ówcześnie do Republiki Weneckiej. Był rok 1641, a czternaście lat później Giovana Antonia (bo takie imię otrzymała na chrzcie) pukała już do bramy klasztornej. Pochodziła z dość bogatej rodziny. Gdy stała się przełożoną zgromadzenia w roku 1677, nie była postacią anonimową. Jej wrażliwość na problemy Kościoła blisko związana była z odczuwaną przez nią potrzebą reformy klauzurowej. Nie było to oczywiście łatwe.
Maria Archaniela spędziła już w konwencie sióstr Służebnic Maryi całe dekady. Miała za sobą śluby wieczyste, więc odejście ze zgromadzenia nie wchodziło w grę. Trzeba było wytyczyć ścieżkę podobną do tej, którą przeszła św. Teresa z Ávili, a przecież nie postrzegała siebie samej jako równie wielkiej postaci. W tym niełatwym położeniu na pomoc przyszła manifestacja daru proroctwa (lub też przepowiadania przyszłości) w najbliższym otoczeniu Marii. Posłańcem Bożego planu okazała się być jedna ze starszych współsióstr. Przekazała ona przyszłej reformatorce następujące słowo poznania: Bóg przygotował dla niej klasztor na równinie, gdzie znajduje się również kościół.
Wkrótce miało się okazać, że chodziło o kościół Santa Maria di Reggio. Maria Archaniela podjęła decyzję o zwróceniu się do cesarza rzymskiego, Leopolda I, w sprawie objęcia budynku dla nowego zgromadzenia. Jego zgoda była później niejako glejtem, listem żelaznym, którym zakonnica mogła się zasłonić, gdy pojawiały się przeszkody i protesty okolicznych mieszkańców. Kościół Santa Maria di Reggio znajdował się w miejscowości Arco. Na wspólnotę monastyczną, która zadomowiła się tutaj w roku 1689, składały się dwie zakonnice i siedem sióstr zwanych konwerskami (to osoby bez święceń, które wstępują do klasztoru w ramach pokuty).
Prześladowana w czasach zamętu
Pod wieloma względami Maria Archaniela Biondini jest postacią reprezentatywną dla klimatu religijnego ostatnich dziesięcioleci XVII wieku, zdominowanych przez niejednoznaczne nauki mistyczne Miguela de Molinosa. Przypomnijmy, był to hiszpański kapłan, twórca nurtu zwanego kwietyzmem (uznanego za herezję), promującego osiągnięcie spokoju wewnętrznego drogą całkowitej bierności oraz wyrzeczenia się wolnej woli. Zakonnica w swoich pismach starała się jednak odróżnić od Molinosa i jego poglądów. Ta ostrożność w połączeniu z ochroną ze strony ważnych osobistości pozwoliła jej uniknąć prześladowań wewnątrz Kościoła (nie licząc zarzutów niemoralności i nieposłuszeństwa wysuniętych przeciwko niej przez współsiostry z klasztoru, z zarzutów jednak ją oczyszczono).
Nie mogła nie pisać…
Maria Archaniela przez jakiś czas zajmowała się klasztorną korespondencją. Mówiąc o pismach, jakie po sobie pozostawiła, należy wspomnieć na pierwszym miejscu autobiografię zatytułowaną „L’orazione mistica” (Modlitwa mistyczna). Drugi tytuł to „Coroncina della sacrata passione di N. S. Gesù Cristo” (Koronka świętej męki Pana naszego, Jezusa Chrystusa). Poza tymi pozycjami mówi się już tylko o utworach nieopublikowanych, dotyczących często sporów wokół kwietyzmu. Nie było ich wcale mało. Dość wspomnieć choćby Traktat o czci Konfucjusza napisany na fali potępienia chińskich rytuałów przez papieża Innocentego X w 1645 roku. Niemniej żadnej z prac nie wydano dotychczas w Polsce.
Z jej twórczości wyłania się chrześcijańska pokora i silna wiara. W 1709 roku tak pisała do księdza, który prosił o wyjaśnienie biblijnego wersetu „służcie Panu z weselem” (Ps 100, 2a):
„Jestem biedną, głupią i mało świadomą kobietą; nie jest moim zadaniem udzielanie takich wyjaśnień. A jako że Spiritus ubi vult spirat (Duch wieje, kędy chce), to zwykle przekazuje On promienie swojego ognistego światła tam, gdzie mu się podoba, aby zaś pokazać potęgę swojego Boskiego działania, czyni to raczej za pomocą słabszych i niedoskonałych narzędzi. Zamiarem jest zdezorientować głupich a pysznych śmiertelników, którzy gubią się w próbach zrozumienia i zgłębienia najbardziej tajemniczych doktryn, a nie rozumieją, że prawdziwa nauka i głęboka wiedza polegają na poznaniu własnej małości i podłości, prawdziwa wiedza pozwala pojąć ogrom Boga w zakresie, w jakim pozwala na to ludzka zdolność, wzmocniona łaską”.

