Dobrze nam znany obraz Matki Bożej Pompejańskiej przedstawia cztery postaci. Centralnie umiejscowiono Maryję z Dzieciątkiem Jezus, zaś obok niej stoją święci Dominik Guzmán i Katarzyna Sieneńska. Ta druga została obrana przez pewną pobożną kobietę z Ameryki Południowej za patronkę swoich dążeń do świętości. Co więcej, ona sama również znalazła się na tym obrazie. Wstawiennictwo Katarzyny musiało być skuteczne, bo dziś św. Róża z Limy czczona jest jako patronka całego kontynentu amerykańskiego.

Fakt, iż dzisiaj nie Róża odbiera z rąk Matki Bożej różaniec, a właśnie włoska doktor Kościoła, to sprawka Bartola Longo. Jak pisze on sam: „Na lewo od Maryi stała św. Róża. Potem zmieniłem ją na św. Katarzynę Sieneńską”. Przemalowanie sylwetek ludzkich na wizerunku należy odczytywać w kontekście licznych, potrzebnych obrazowi renowacji, z Bożą pomocą doprowadzonych szczęśliwie do końca. Włoska patronka Europy zaistniała na obrazie między innymi dlatego, że była chlubą ojczyzny pompejańskiego apostoła. Cała historia mogła mieć także drugie dno, ale do tego jeszcze wrócimy.
W wielkim mieście obrała najlepszą cząstkę
Święta Róża z Limy była – tak jak bł. Bartolo i św. Katarzyna – tercjarką dominikańską. Urodziła się w 1586 roku w Peru i już jako dziecko złożyła ślub czystości. „Różą” nazywano ją ze względu na delikatne rysy (jej imię chrzcielne to Isabel). Były to czasy kolonizacji kontynentu przez Hiszpanów, bo ledwie 14# lat wcześniej ostatecznie unicestwiono prekolumbijskie imperium Inków. Wkrótce, podczas jej kanonizacji, papież Klemens X miał powiedzieć o Róży: „od chwili odkrycia Peru nie było misjonarza, który wywołałby większy i tak powszechny zwrot ku pokucie”. Kobieta nie wyprawiała się jednak w dalekie kraje, łącząc ascetyczny styl życia ze służbą lokalnej społeczności.
Swoje odosobnione życie Róża rozpoczęła w niewielkiej chatce w ogrodzie rodziców (jak ktoś słusznie zauważył: gdzie indziej mogłaby kwitnąć Róża?). Jej umartwienia były na pewno godne podziwu, lecz trudne do naśladowania: jedzenie tylko pięciu pestek cytryny dziennie przez cały Wielki Post, noszenie na głowie kolczastej obręczy żelaznej czy też sen ograniczony do trzech godzin na dobę. Jednak pewnym weryfikatorem jej miłości do Chrystusa były czyny miłości bliźniego, zwłaszcza względem „maluczkich”. Potrafiła, co można uznać za fenomen, przemówić zarówno do żyjących obok niej Hiszpanów, jak i Indian. Odrzucając materialne wygody, jakie mogła dać jej metropolia, zyskała o wiele więcej.

Oddanie sprawom duchowym
W tym miejscu warto wspomnieć o wysiłkach, jakie peruwiańska święta czyniła po to, by ludzie przestali zwracać uwagę na jej wyjątkowe piękno – wszak już jako dziecko złożyła ślub dozgonnej czystości. Wzorem swojej patronki, Katarzyny Sieneńskiej, ścięła włosy na krótko i nosiła je takie nawet wtedy, gdy została nastolatką. Aby zepsuć sobie cerę, smarowała twarz pieprzem. Dłonie nacierała żrącym wapnem. Z kolei dla uniknięcia zbytniego samozadowolenia dodawała do posiłków popiół.
O jej życiu wewnętrznym wiemy, że było przepełnione modlitwą, prawdopodobnie udoskonaloną przez szczególną Bożą łaskę. Wyjątkową siłę dawał jej różaniec. Nazywała tę modlitwę „szyciem sukni dla Matki Bożej”. Wyliczała kolejno, z jakich i ilu modlitw ma się składać każda z części Jej okrycia. Przez piętnaście lat doświadczeniem Róży stała się noc ciemna, znana z żywotów niejednego mistyka. Prześladowały ją myśli o potencjalnym opuszczeniu przez Boga. Jednak po tym okresie doświadczyła mistycznego zjednoczenia z Chrystusem. Otrzymała wizję. Maryja ukazała się jej oczom i pozwoliła potrzymać w ramionach Dzieciątko Jezus. Być może dlatego w dziecięcym hospicjum założonym przez Różę stała figurka Jezusa jako kilkuletniego dziecka. Figurkę otoczono kultem, żywym aż do dziś. W hagiografii mówi się także o łasce poufnego przestawania Róży z jej Aniołem Stróżem i objawianiu się Katarzyny Sieneńskiej.
Ze sławą świętości za ocean
W literaturze dotyczącej tej postaci na szczególną uwagę zasługuje książka „Św. Róża z Limy” Piotra Stefaniaka (Kraków 2013), a także biogram zamieszczony w „Żywotach świętych pańskich Starego i Nowego Testamentu” ks. Piotra Skargi (poniższe wyimki pochodzą z wyd. z 1880 roku). Pomimo iż peruwiańska mistyczka przeżyła polskiego kaznodzieję, jej sława zdążyła już dotrzeć do Rzeczypospolitej. Pokutnicze praktyki opisano m.in. tymi słowami: „W piętnastym roku zrobiła ślub niejadania wcale mięsa, chyba by za wyraźnym rozkazem tych, od których zależała. Po wykonaniu ślubów zakonnych [tercjarki – przyp. aut.] podwoiła Róża Święta surowości żywota, a dusza jej zajaśniała tym wyższą doskonałością. Nie widziano jej nigdy tak swobodną i wesołą, jak kiedy ją upokorzenie jakie spotkało, a miłośnica krzyża Chrystusowego przyczyniała sobie umartwień coraz dotkliwszych”. W innym miejscu opisuje jedną z wizji: „Razu jednego w kaplicy oo. Dominikanów ukazał jej się Zbawiciel i rzekł jej: «Różo Serca Mojego, biorę cię Sobie za oblubienicę». Święta niebiańską radością i najgłębszą pokorą zdjęta, odpowiedziała: «Otom ja, Boże mój, służebnicą Twoją, a i to już za wielka godność dla mnie, która ślady niewolnictwa grzechu noszę w mym sercu». – Wtedy Najświętsza Dziewica stanęła przed nią, i utwierdzając ją w prawdziwości objawienia jakie miała, rzekła do niej: „Różo umiłowana od Syna Mojego, stałaś się teraz prawdziwą Jego oblubienicą”. Narrator dodaje, że po tym widzeniu Peruwianka miała już nie doznawać na modlitwie nawet najlżejszych rozproszeń.
Roztropny sposób na spełnione życie
Przystąpienie do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego było rodzajem kompromisu pomiędzy nią a rodzicami. Choć o jej względy miało ubiegać się kilku bogatych młodzieńców, długo opierała się zamążpójściu, sama nie uzyskując zgody na życie monastyczne. Pozostała zatem przy matce i ojcu. Pomagała utrzymać rodzinę, uprawiając warzywa, haftując i szyjąc. Miało to szczególne znaczenie, gdy zamknięto kopalnię, której zarządcą był jej ojciec. Pod koniec życia, jak się okazało, na ostatnie trzy lata przeniosła się do przyjaciół. Byli to Don Gonzalo de Massa i jego żona, bogate małżeństwo darzące ją miłością i szacunkiem.
Zmarła w wieku 32 lat, w dniu, który Jezus wyjawił jej zawczasu. Przed śmiercią powiedziała do spowiednika: „Jakież wspaniałe rzeczy mogłabym wam opowiadać o słodkości Boga i Jego niebieskim, błogim mieszkaniu. Idę z radością oglądać Boga oblicze chwalebne, którego szukałam w czasie całej swej pielgrzymki”. Sława świętości doprowadziła do decyzji o pochowaniu jej w krużganku klasztoru dominikanów.
Czcicieli Matki Bożej Pompejańskiej głębiej zainteresowanych żywotem Róży z pewnością zaintryguje barwny komiks „Kroniki świętych” wydany w roku 2022 i zawierający także m.in. historię św. Dominika (Poznań 2022). Sceny tam prezentowane pokazują często niełatwą codzienność limian i ich problemy, których rozwiązywania podejmowała się właśnie święta. Szkoda, że Róży (i żyjącemu równocześnie w Limie Martinowi de Porrès) nie jest dane pracować tam w czasach współczesnych. Szacuje się, że obecnie 4 spośród ponad 11 mln mieszkańców miasta osiedliło się na stałe w dzielnicach nędzy lub prymitywnych domkach na plaży.

