Przez helleńską ziemię do Aten

Photo of author

Autor: Krzysztof Jędrzejewski

W poprzednim numerze „Królowej Różańca Świętego” pisałem o klasztorach w Meteorach, skalnej krainie, którą nawiedziłem, idąc przez Grecję do Ziemi Świętej pod koniec października 2005 roku wraz z moim przyjacielem Michałem. Dzisiaj dalszy ciąg tej wędrówki.

Krzysztof Jędrzejewski

Krzysztof Jędrzejewski, Fot. © K. Jędrzejewski

Kochani Czytelnicy!
91% artykułów na naszej stronie jest dostępnych bez ograniczeń. Nie znaczy to, że nie istnieją koszty ich przygotowania i publikacji. Będziemy wdzięczni za zaprenumerowanie naszego czasopisma albo wsparcie naszej Fundacji. Dziękujemy za zrozumienie.
Redakcja

W poprzednim numerze „Królowej Różańca Świętego” pisałem o klasztorach w Meteorach, skalnej krainie, którą nawiedziłem, idąc przez Grecję do Ziemi Świętej pod koniec października 2005 roku wraz z moim przyjacielem Michałem. Dzisiaj dalszy ciąg tej wędrówki.

Szczerze mówiąc, nie pamiętam już zbyt wiele z tej drogi, bo minęło prawie 20 lat. Wiem, że szliśmy przez takie miasta i miejscowości jak: Trikala, Karditsa, Lamia, Cheronea, Erythres, Thea, aż do Aten. Problem stanowił górzysty teren i to, że nie było zbyt wielu lasów. Dlatego musieliśmy rozbijać namiot w jakichś przydrożnych krzakach, jeśli udało nam się je znaleźć. Poza tym ciężko wbijać szpile od namiotu w twarde, skalne podłoże. Na szczęście pogoda była dobra – ani za ciepło, ani za zimno, w sam raz. Kilka razy zdarzyło się, że pokropił deszcz, jednak szybko przechodził. W związku z tym, że był już koniec października i początek listopada, słońce szybko zachodziło.

Krzysztof Jędrzejewski
Krzysztof Jędrzejewski Fot. © K. Jędrzejewski

Musieliśmy wcześnie kończyć nasz marsz, około godziny 17, żeby jeszcze zdążyć rozbić namiot przed zapadnięciem zmroku i nie narażać się na rozjechanie przez samochody. Chociaż miejscami ruch nie był zbyt wielki, to jednak chodzenie nocą nie jest zbyt bezpieczne i lepiej rozłożyć namiot, gdy jest jeszcze jasno, bo w ciemności trudno szuka się miejsca do spania. Poza tym przed niebezpieczeństwem na drodze ostrzegały nas przydrożne kapliczki stawiane w miejscach śmiertelnych wypadków drogowych. Tam Grecy zostawiają napoje, olej i czasami pieczywo, aby „dokarmiać” swoich zmarłych. Na Bałkanach ludzie wierzą, że jeszcze jakiś czas po śmierci dusze tych, którzy zginęli w nagłych, tragicznych wypadkach błąkają się, nie mogąc znaleźć drogi w zaświaty i aby nie cierpiały głodu, zostawiają im pożywienie w specjalnie w tym celu zbudowanych przydrożnych kapliczkach. Podobne do tych, które tu widzieliśmy, spotykaliśmy również w Serbii i Macedonii. Przypomina to trochę nasz zwyczaj palenia zniczy w miejscach wypadków i stawiania tam krzyży. Jednak u nas bardziej chodzi o upamiętnienie ofiar wypadków.

Z drogi pamiętam piękne, górskie krajobrazy, ruiny mijanych starożytnych świątyń i amfiteatrów, wielki pomnik lwa w Cheronei, postawiony dla uczczenia poległych Tebańczyków w bitwie w 338 roku p.n.e. Zapadły mi również w pamięć piękne prawosławne cerkwie, pełne zapachu dymu kadzideł i smak chleba, którym nas częstowano po skończonym niedzielnym nabożeństwie w jednej z nich. To również jest tamtejszy zwyczaj, aby dzielić się chlebem ze wszystkimi. Skorzystaliśmy z tego bardzo chętnie, bo w niedzielę sklepy były nieczynne, a świeże pieczywo spadło nam z nieba, gdy byliśmy głodni.
Szliśmy przez mniejsze i większe miejscowości drogami różnej jakości. W końcu po 8 dniach marszu i przejściu 333 km z Kalambaki w Meteorach doszliśmy w końcu do Aten.
Ateny

Jest to w sumie chyba 55. dzień naszej pielgrzymki do Ziemi Świętej. Chcieliśmy z portu w Pireusie, leżącego w aglomeracji ateńskiej, popłynąć promem do Haify w Izraelu, a stamtąd pójść do Jerozolimy i Betlejem. Odłożyliśmy po 100 dolarów, aby kupić bilet na prom, bo tyle ma on kosztować. Poza tym mieliśmy jeszcze po 100 dolarów przeznaczonych na życie w Izraelu, naturalnie bez szaleństw, właściwie tylko na jedzenie, bo noclegi planowaliśmy pod niebem lub w namiocie. Oczywiście dysponowaliśmy jeszcze 300 euro, które dał nam mnich z klasztoru w Meteorach.

Przyjście pieszo do Aten

Gdy przyszliśmy do Aten, trochę się błąkaliśmy po ulicach, nie wiedząc, gdzie iść. W końcu jakoś trafiliśmy do centrum, przed gmach parlamentu i przed tamtejszy Grób Nieznanego Żołnierza, gdzie można podziwiać słynną zmianę warty. Przyciąga ona zwykle uwagę turystów, gdyż odbywa się w dosyć zabawny sposób. Żołnierze z elitarnego, reprezentacyjnego oddziału zwanego Ewzoni są ubrani w tradycyjne charakterystyczne białe spódniczki, zwane fustanella; czerwone czapki z czarnym podłużnym pomponem symbolizującym łzę Chrystusa na krzyżu; białą kamizelkę ozdobioną złotymi inicjałami XO, oznaczającymi chrześcijanina ortodoksyjnego, czyli prawosławnego; całości dopełniają czerwone drewniaki z czarnymi pomponami. Tak prezentujący się żołnierze, uzbrojeni w broń z bagnetami maszerują w charakterystyczny sposób, zawieszającym się krokiem, tupiąc przy tym głośno. Potem poszliśmy na Akropol, jednak uznaliśmy, że szkoda tracić po 20 euro na bilet wstępu, więc skierowaliśmy się w stronę Pireusu, żeby tam w porcie dostać się na prom do Haify.
Biuro

W pewnej chwili, gdy mijaliśmy jakieś biuro turystyczne, zobaczyliśmy napisy w języku polskim, informujące o autokarach odjeżdżających do Polski. Dawno nie mieliśmy do czynienia z naszą ojczyzną, więc wzruszyło nas to i weszliśmy do środka, myśląc że spotkamy tam rodaków. Okazało się, że biuro to jest własnością Ewi Theofanakis i jej męża, których rodzice uciekli do Polski po toczącej się w Grecji w latach 1946-1949 wojnie domowej. Urodzili się w Polsce, ale już jako dorośli wrócili do Grecji, gdzie założyli biuro zatrudniające również Polaków. Mogliśmy więc nareszcie porozmawiać po polsku i dowiedzieć się, że niestety wszystkie promy do Izraela ze względu na zagrożenie terrorystyczne zostały odwołane i w ogóle nie kursują. Tego nie przewidzieliśmy. Nie wiedzieliśmy, co robić, cały nasz plan „wziął w łeb”, wszystko straciło sens. Czy cała nasza droga, cały trud i zmęczenie miałyby się okazać daremne?

Zakończenie drogi

Byliśmy załamani tym, że w Atenach zakończymy nasz marsz. Pytaliśmy o inne połączenia promowe, ale nie znaleźliśmy żadnych. Jedynie samoloty, ale one kosztowały dużo więcej. Przypomniałem sobie, że mamy jeszcze pieniądze od mnicha, i zapytałem, ile kosztuje bilet lotniczy z Aten do Tel Awiwu? Okazało się, że dokładnie tyle, ile mieliśmy. Byliśmy uratowani. Polka pracująca w biurze kupiła nam bilety przez Internet. Lot był następnego dnia o 4.00 rano. Mieliśmy jeszcze kilkanaście godzin. Wykorzystaliśmy je, jak się dało. Ewi dała nam klucz od jednego z pokojów, które wynaj­mują turystom w budynku obok, i powiedziała, że możemy się wykąpać i odpocząć. Autobus na lotnisko odjeżdżał koło północy, było więc jeszcze trochę czasu.
Wzgórze Likavitos

Droga do Aten
Droga do Aten Fot. © K. Jędrzejewski

Zostawiliśmy plecaki i poszliśmy na pobliskie wzgórze Likavitos, które wznosi się 277 m nad poziomem morza. Rozpościera się z niego wspaniały widok na całe Ateny, aż po Morze Egejskie. Znajdują się tu kościół, kawiarnia i teatr. Dobrze jest tu być i spoglądać z góry na to pięciomilionowe miasto, w którym udało nam się spotkać naszych rodaków. Dzięki nim wkrótce w końcu znajdziemy się w Ziemi Świętej, co prawda, nie tak, jak chcieliśmy pierwotnie, na pokładzie promu, ale samolotem. Dziękujemy Bogu, że się nami opiekuje i zesłał nam tych ludzi i mnicha, który dał nam pieniądze umożliwiające nam lot. Podziwiając zachód słońca, modliliśmy się do Matki Najświętszej, aby zawsze im błogosławiła, a także o szczęśliwą drogę dla nas.

W końcu zeszliśmy ze wzgórza, wróciliśmy do hotelu, wzięliśmy prysznic i jeszcze zdrzemnęliśmy się kilka godzin, by po północy wsiąść w autobus i pojechać na lotnisko, a stamtąd już samolotem udać się do Ziemi Świętej, celu naszej pielgrzymki. Jeszcze tylko pożegnaliśmy się z Ewi i jej mężem, którzy później nam pomogli dostać się do Polski, gdy wróciliśmy już z Izraela, i zabrali nas jeszcze na wycieczkę po Akropolu. W końcu nie przypadkowo nazywali się Theofanakis, co znaczy „boże objawienie”. Objawienie Bożej Opatrzności i Jego dobroci, które nas dotknęło.
Pozdrowienia dla nich, gdziekolwiek są!

Photo of author

Krzysztof

Jędrzejewski

Odbywa piesze pielgrzymki do miejsc świętych w Europie, Polsce i Ziemi Świętej.

Mogą zainteresować Cię też:

0 0 głosów
Oceń ten tekst
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany